piątek, 29 maja 2015

Trener ,,trenerowi'' nierówny

Chociaż nie mam talentu do wielkich przemów czy wywodów (skutki zazwyczaj są godne politowania) to jednak natchnęło mnie, żeby naskrobać coś na powyższy temat. Trochę ze względu na swoje doświadczenia, a trochę obserwując to co się aktualnie dzieje w ,,psim’’ świecie.

Każdy kto przebył żmudne lata szkoły lub daje przez nie brnie wie, że są nauczyciele, których aż chce się słychać i potrafią wytłumaczyć najtrudniejsze zadania, ale są i tacy, którzy zniechęcą nawet najpilniejszego ucznia. A dlaczego tak jest? Bo ten pierwszy uczy z pasji i zamiłowania, a drugi przez obowiązek i dla wypełnienia portfela. I na dokładnie tych samych regułach oparty jest również psi świat, z czego trzeba zdawać sobie sprawę przy podejmowaniu decyzji szkolenia.


Uczęszczanie z psem na zajęcia polecam każdemu, ale pamiętajmy, że rzekoma ,,najlepsza’’ szkółka w okolicy, polecana przez przeciętnego Kowalskiego może okazać się katastrofą. Pomyślmy czym dla takiego zwykłego, nie wtajemniczonego człowieka jest grzeczny pies. A no taki, który będzie ładnie chodził na smyczy, przychodził na zawołanie i rozumiał podstawowe komendy. Ale jak już ,,pan trener’’ osiągnie zamierzony cel ich zbytnio nie interesuje. Bierzmy też pod uwagę to, że nie każdy pies mieszka z domu/mieszkaniu, a wręcz przeciwnie – to zazwyczaj ,,ogródkowe’’ psy są brane na szkolenia, bo nie słuchają właściciela. Jednak branie zwierzaka raz w tygodniu na godzinne zajęcia, po których jest wypuszczany na kolejny tydzień samowolki do ogródka lub co gorsza zamykany w kojcu mija się z celem. Wielu właścicieli ma niestety zbyt mało motywacji , bo wyjść na dwór i powierza swojego psa w ręce ,,świetnego’’ trenera, nie mając pojęcia jakimi metodami będzie uczony. Jakby tego było mało, zdarzają się też osoby, oddające psa na jedno lub dwu tygodniowe szkolenie do ośrodka, mając przekonanie, że po tej rozłące przyjedzie do nich odmieniony czworonóg, słuchający na sto pro. Miejmy też na uwadze, że dla takich przeciętnych Kowalskich kliker to pojęcie abstrakcyjne, najlepszą karmą jest Pedigree, a kolczatka lekarstwem na każde zło. Czy teraz na pewno zaufacie swojemu sąsiadowi lub znajomemu o rzekomej najlepszej szkółce?


Niestety nie wszyscy szkoleniowcy swój zawód traktują jak pasję. Zdarzają się i tacy, dla których to szybki sposób zarobienia pieniędzy. Nie oszukujmy się, że psi biznes rozwija się w zawrotnym tempie i wielu to wykorzystuje o czym przekonałam się na własnym przykładzie. Jak człowiek niedoświadczony to i głupi, a przechodząc do sedna sama trafiłam na NAJLEPSZEGO TRENERA W OKOLICY i uwaga! - odbiło mi się to czkawką…

Abi ma 5 miesięcy. Moja pierwsza myśl – psia szkółka! Szybki telefon (z polecenia znajomej…) i pierwsze zajęcia gotowe. Na początku jest całkiem przyzwoicie, ale po miesiącu już nie tak kolorowo. Z grupowych spotkań doczekałam się tylko jednego. Resztę zajęć spędziłam sama z Panem Trenerem, który nie był wtedy już taki miły jak w grupie osób. Opierał się tylko na starych metodach uczenia przez co kolczatki jak i obroże elektryczne ( opisywane przez niego jako główny środek szkolenia za granicą…) były mile widziane. Jedynym plusem była praca na smaczki i zabawkę (tylko jedną, bo Pan Trener na więcej nie pozwalał) oraz pochwały socjalne. Jednak gdy tylko pies nie spełniał polecenia, zaczynał się pełen rygor. I wyobraźcie sobie co taki człowiek mógł robić gdy powierzamy mu psa bez naszego nadzoru? 

Jako,  że jest to całkowite przeciwieństwo mojego rozumowania pracy z psem szybko podziękowałam, ale przez ten okres czasu dowiedziałam się już wystarczająco. Chwała Panie, że cały czas towarzyszyłam w szkoleniu i ćwiczenia wykonywałam sama. Ale jaki to wnosi przykład? Że zwierzę trzeba bić, karać i dominować? Godne politowania, ale na pewno nie odosobnione zachowanie. Choć trafiłam na Pana Trenera dobre 3 lata temu to jednak jego stosunek do zwierząt i własnej pracy zapadł mi w pamięć do dzisiaj. Postanowiłam napisać ten tekst ku przestrodze, bo gdy po raz kolejny czytam odpowiedź na pytanie ,,Dlaczego twój pies chodzi w kolczatce", które brzmi ,, Nic mu się nie dzieje. Chodzimy do najlepszego trenera, on się na tym zna''  to słabo się robi. Widząc takie rzeczy od razu powinniśmy zareagować zdrowym rozsądkiem i czym szybciej zrezygnować niż ślepo iść za wskazówkami osoby, która totalnie się na tym nie zna.

Pamiętajcie, żeby zawsze sprawdzać szkółkę pod każdym względem. Nie ufajcie poleceniom znajomych czy pojedynczym opiniom w Internecie, a najlepiej znajdźcie kogoś z sukcesami w tym co robi, uzupełniającego wiedzę na seminariach. Zawszę bądźcie podczas szkolenia, a przy wątpliwościach zrezygnujcie i poszukajcie czegoś innego :)

A Wy mieliście podobne przygody czy szkółka okazało się strzałem w dziesiątkę? Mam nadzieje, że to drugie, a tymczasem (jak zwykle) do zobaczenia za tydzień!

Abi i jej nowa miłość :D

24 komentarze:

  1. My chodzimy do Kamigi - Pozytywnej Psiej Szkoły i jesteśmy bardzo zadowolone :) Najpierw przeszłyśmy kurs Super Pies, a teraz uczęszczamy tam na treningi obedience z najwspanialszą trenerką - zawsze uśmiechniętą, podchodzącą do swojej pracy na "lajcie", mówiącą, co robimy źle, a co dobrze i pomagającą osiągnąć cel w przyjazny nam i psu sposób. Polecamy tę szkołę wszystkim mieszkańcom Warszawy! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzą mi się treningi obedience! Świetna sprawa spotykać się w gronie osób z tą samą zajawką wymieniać się doświadczeniami i radami :) Szkoda, że u nas nie ma takich rarytasów i pozostają jedynie kursy podstawowego posłuszeństwa, z których niestety nie wyniesie się tak dużo ;)

      Usuń
  2. Ja nie miałam sytuacji z trenerami/szkołami z którymi kompletnie się nie zgadzam co do metod szkolenia, raczej problemem było to że nic z tych zajęć nie wynosiłam :). Większość szkółek jest wręcz stworzona do nauki podstawowych komend, a kiedy przychodzą problemy mam wrażenie że ciężko jest znaleźć odpowiedniego trenera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, kiedy mamy już większy problem trenerzy nie są w stanie sobie z nim poradzić. Trzeba trafić na kogoś z nie lada doświadczeniem i talentem w tym co robi, żeby mógł nam doradzić i zaproponować nowy system pracy nad problemem :)

      Usuń
  3. Ja osobiście nie chodzę z Rubinką na rzadne psie szkolenia, do psich przedszkół czy szkółek z różnych powodów.
    Jednakże być może udało się coś załatwić w tej sprawie, a myślę, że byłabym na prawdę zadowolona biorąc pod uwagę moją logikę i wiedzę w zakresie kynologii. :D

    PS
    Jeśli ktoś, kto czyta tenże komentarz zna jakieś DOBRE psie przedszkola na Pomorzu (najlepiej Gdańsk) i OSOBIŚCIE JE POLECA to prosiłabym o kontakt na e-mail: cavalierrr@wp.pl lub na blogu myflyingcavalier.blogspot.com.
    Odpowiedzi mile widziane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w sprawie psich przedszkoli nie pomogę, bo mieszkam na drugim końcu Polski ;)
      Myślę, że warto spróbować znaleźć jakąś szkółkę i zapisać się na zajęcia, szczególnie jeśli posiadasz szczeniaczka, któremu w tym wieku niezbędna jest socjalizacji :)

      Usuń
  4. Pisząc o treserach wszystko zostało bardzo pięknie ujęte na przykładzie nauczycieli. Co prawda, na szkolenia z Baddy'm nie uczęszczałam, ponieważ sama go wychowuje i szkolę, jednak nasłuchałam się od wielu znajomych, na temat szkoleń, na które oni są zapisani. Jedni mówią że treser super, ale tak jak pisałaś opiera się na metodach typu kolczatka, obroża elektryczna, co jest bardzo przykre. Ogółem psia szkółka to na prawdę świetna sprawa, żałuje że nie posiadamy takiej w pobliżu. Choćby dla polepszenia swojej więzi z psem i dobrze spędzonym czasie, pod warunkiem iż osoba, pomaga innym z miłości do zwierząt, a nie dla pieniędzy.

    Pozdrawiamy
    Ola i Baddy!
    http://baddy-wspanialy-labrador.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem jak najbardziej za psimi szkołami i cieszę się, że psi świat się rozwija i pociąga za sobą coraz to więcej osób. Martwi mnie jedynie, że nie wszyscy trenerzy przekazują prawidłową wiedzę, a do tego wielu właścicieli nie obchodzi jakimi sposobami będzie uczony ich pies, ważny jest jedynie efekt końcowy.

      Usuń
  5. Temat godny uwagi, sama przezylam podobne perypetie z Morisem. Nasza pierwsza " szkoła " dla psów to totalna pomyłka, sąsiadka poleciła, jeszcze zachwalała nic tylko biec się zapisać. Jednak to co zastałam na marnej polanie przerosło mnie, kolczatki, dominacjia itp, sam fakt że trener uderzył mojego 4 miesiącznego psa może dawać dużo do myślenia. Facet dostał ode mnie trochę opierdpol i siedział cicho ,ale mnie już więcej nie widział. Potem poszliśmy na swietny kurs w cudownej atmosferze i teraz w gruncie rzeczy szkoleniowcy są miomk znajomymi :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mieliście podobne przygody co jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że temat ten trzeba poruszać i uświadamiać, że nie każda szkółka jest szkółką idealną. Wszystko zależy na jaką osobę się trafi :) Dobrze, że drugi kurs okazał się strzałem w dziesiątkę i teraz możecie z Morisem wspólnie trenować :D

      Usuń
  6. U mnie szkółki w okolicy prowadzą dobrze :) Sama byłam jako obserwator na jednej to no aż chciało się tam być :D
    Ja nie powiem przez pewien czas zakładałam kolczatkę Szaście bo nic rad nie pomagało na jej ciągniecie, wszystko olewała moja psinka, nawet na szkolenie na jeden raz nie pomogło - stwierdzenie :tego psa trzeba tylko prowadzić na kolczatce.
    I powiedziałam nie ! I zabijcie mnie ale nie pamiętam co ja zrobiłam że mój pies przestał się ciągać na smyczy :D Teraz zakładam kolczatkę na zdjęcia albo jak już na prawdę nie czuje się na siłach (między innymi choroba) jednak 30 kg jak ciągnie to lecisz :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kolczatka na zdjecia? po co?

      Usuń
    2. Ja się do kolczatki nigdy nie przekonam i nie wiem kto wymyślił to narzędzie tortur :/ Metal z kolcami to nic przyjemnego, a dodatkowo nagrzewa się i parzy psa. Jest wiele innych lepszych metod na oduczenie ciągnięcia :)

      Usuń
  7. mam taką uwagę: Mi w tekście brakuje informacji jak rozpoznać dobrego szkoleniowca. Internet jest dość zgubny i może być masa pozytywnych opinii o danej szkole, a szkoła zła. Spójrzmy na przypadek "zaklinadźa psóf" Najgorsze techniki, oparte na metodach z lat 80tych. Mam na myśli pseudoresocjalizację czyli "zanurzenie". W resocjalizacji chodzi o dołączenie bodźca wywołującego stres, w takiej dawce by organizm mógł ją przyjąć. Pan Milan, wsadza buldoga, do ciasnej przyczepy gdzie są 3 szczekające psy. Pies nie radzi sobie z tym stresem i zaczyna gryźć. Ale się też uodparnia. Dla tak nielubianego w tekście "kowalskiego"" jest efekt a pies jest zniszczony psychicznie, ale co "go" to obchodzi... Technika "kicków" zaś stresuje psa, bo nie wie kiedy otrzyma kopniaka.

    Wracając do tekstu brakuje informacji o tym, że dobrzy są behawioryści COAPE. Uzupełniłabyś o to i byłoby świetnie.

    Sam z usług tresera nie korzystałem, bo wszystkiego uczę sam, ale myślę nad tym, bo jest mały kłopot z lękiem separacyjnym...

    Szkoda tylko, że wielu z tych "Kowalskich" nie interesuje się psami i nie przeczyta tej notki.

    Nie pogniewasz się chyba jeśli zostawię swój adres http://staffikxbasenji.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, trafna uwaga! Będe musiała to uzupełnić :)
      Pan Milan to temat na osobny post, mam wiele przemyśleń związanych z jego metodami szkolenia, pewnie jak większość z nas ; ) Może trzasnę notkę, bo temat zasługuję na uwagę :)

      Usuń
  8. Dobry trener wymaga bardzo trudnego psa. Ja chyba im nie wierzę i nie uwierzę. A zdjęcia jak zawsze cudne. Pozdrawiamy pusia-i-ja.bogsot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Jest dużo szkółek podstawowego posłuszeństwa, ale kiedy mamy ciężkie problemy z psem, trudno znaleźć dobrego szkoleniowca :/

      Usuń
  9. Abi cudnie wygląda na deskorolce! :D Zdjęcia wspaniałe!
    Post bardzo ciekawy, bardzo ładnie piszesz. Ja jak na razie miałam kilka lekcji u takiego Pana i było ok. Jednak na szkolenie muszę w końcu zapisać się do jakiegoś (podobno) super polecanego Pana... Mam nadzieję, że będzie ok, ale najpierw sprawdzimy czy rzeczywiście jest taki świetny. Jednak jak zwykle nie ma kiedy...Wyjazdy, szkoła i nauka... Mam nadzieję, że wkrótce jednak znajdziemy trochę czasu.

    Pozdrawiamy,
    Monia i Roxi,
    http://psie-perypetie.blogspot.com/ :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko znajdziecie czas to zawsze warto spróbować :)
      Abi i deskorolka to jej nowa miłość :) Jak tylko ją widzi cieszy się całym swoim goldenim ciałem :D

      Usuń
  10. Post bardzo ciekawy. Ja na szczęście nie mam takich dramatycznych doświadczeń z "przeciętnymi Kowalskimi".
    Chodzimy do szkółki PsieEGO i Ty chyba też. :D Będziecie na jakiejś świetlicy w sobotę? ;)
    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodzimy tam, ale samą szkółkę bardzo lubię i podejście Pana Hermy :) Także na świetlicy nie zawitamy, ale musimy się w końcu umówić na spacer :D

      Usuń
  11. Ja uważam, że znalezienie kogoś, kto jest trenerom z powołania, to trochę cud. Chcesz nauczyć psa podstawowych sztuczek, przywołania, czy chodzenia na smyczy, ok, ale jak mamy inne problemy, to tutaj już robią się schody...

    OdpowiedzUsuń
  12. Odniesienie do nauczycieli - perfect! :D "Abi ma 5 miesięcy. Moja pierwsza myśl – psia szkółka!" Kajko był młodszy co prawda, ale identycznie miałam. ;) Myślałam, że sama sobie nie poradzę, że za mała wiedza, w net wątpiłam. Poszliśmy do 1. szkółki z "polecenia" przeciętnego Kowalskiego do jego "znajomego" trenera, którego jak się okazało później widział ostatni raz na studiach, a trener to już w ogóle go nie pamiętał. xd Rodzice z czasów: "Kolczatka nie jest niczym złym". Wychowana z psami szkolonymi podobnymi metodami, które były na szkoleniu nie widziałam na początku niczego złego, nie przeszkadzało mi też to, że więcej to psy bawiły się ze sobą niż były szkolone... aż w końcu Pan Trener nadepnął mojemu szczeniaczkowi na łapy, aby wstał do siadu, bo Kajko położył się mimo mojego "siad, zostań". Powiedziałam tacie, że zmieniam szkołę, bo nie zamierzam dalej katować Kaja. Tym razem ja wybrałam hiperpozytyw, ale też się zawiodłam. Spore braki w wiedzy, brak indywidualnego podejścia, 1 hiperpozytywna metoda na wszystko. Nie mogę psa ukarać, bo to złe, mogę mu jedynie powiedzieć "fe", mimo że pies miał mnie wtedy gdzieś tak jak w sumie trener. To ja źle prowadzę psa i nie mam w niczym racji, a moje uwagi nie mają sensu. Mam tylko nagradzać - szkoda, że nie było czego... Poszliśmy do 3. szkoły. Tu już było w miarę ok, ale dlatego, że mój inteligenty pies miał zakodowane, że idziemy w to miejsce i tam trzeba się słuchać, a gdy nasze treningi były coraz rzadsze, aż w końcu przestaliśmy chodzić z powodu trudnego dojazdu, mimo stosowania dalej tych samych metod co na szkoleniach to jakoś "dziwnie" znowu pies wrócił do czasu sprzed szkolenia w 3. szkole. Po tym wszystkim uważam, że jednak mniej krzywdy zrobiłabym psu tą wiedzą, którą miałam i zdobywałam w necie i z książek niż tym wszystkim przez co musiał ze mną przechodzić... Po 1,5 roku takich szkoleń ćwiczymy teraz z 4. trenerką, którą poznałam tak naprawdę przez przypadek. :D Ona ma wiedzę, indywidualne podejście, nie jest skrajnie pozytywna, ani też skrajnie idąca w metody kolczatki itp. i naprawdę stara się nam pomóc odkręcić wszystko co zepsute. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Z tego co piszesz, faktycznie trzeba być czujnym.Podobnie z grommerami. Raz dalam psa do strzyzenia to takiego wystraszonego odebralam, ze nigdy wiecej tam nie trafil. Tym to sposobem nauczylam sie go obcinac sama:).Zawsze trzeba przeprowadzic wywiad zanim damy psa do kogos malo odpowiedzialnego

    OdpowiedzUsuń