piątek, 26 czerwca 2015

W końcu!

Jeszcze nigdy na naszym blogu nie zagościła notka typu ,,luźna pogadanka’’. Zawsze starałam się, żeby wszystko było uporządkowane tematycznie, ale dzisiaj wyjątkowo złamię tę regułę i zapraszam na szybki informacyjno-wakacyjny post :D  Co tam, raz w życiu można zaszaleć!

Smile!
Tak, tak nareszcie mogę ogłosić, że zaczynamy długo wyczekiwane wakacje :D A to oznacza bardzo dużo czasu, na którego brak cierpimy non stop. Strasznie się cieszę, że będę mogła ,,chwilkę’’ odsapnąć  (po tym jakże ciężkim roku, z zerwanymi nockami i książkami 24h na dobę) i spełnić parę zapisanych w moim magicznym zeszycie marzeń :) Przede wszystkim szykuje się bardzo dużo wyjazdów, pierwsza podróż pociągiem, grupowe spacery, dużo wodowania i jeszcze więcej sztuczkowania, a potem to wszystko zwieńczymy corocznym filmikiem wakacyjnym (swoją drogą to już chyba tradycja :D). Ze względu na podkreślony wyżej napływ wolnego czasu, zwiększam moją wydajność blogową i notki będą pojawiały się oprócz piątków także we wtorki ^^ Stos pomysłów na nie jest już wypisany, więc mam nadzieję, że podołam wyzwaniu :)


Nie pozostaje mi nic innego niż życzyć wszystkim  udanych wakacji, a pracującym urlopu :D Pamiętacie jeszcze jak bawiłyśmy się w zeszłym roku? 



sobota, 20 czerwca 2015

Domowy tor przeszkód :)


Profesjonalne tory wymagają takich nakładów finansowych, że musielibyśmy odkładać w nieskończoność, dlatego w Internecie można znaleźć tańsze ich zamienniki J Ja będąc początkowo maniaczką agility (aż do momentu, gdy zorientowałam się, że Abi psim skoczkiem zdecydowanie nie jest i nigdy nie będzie) pokusiłam się o kilka elementów. Na początku 2 hopki, potem tunel, aż doszło do slalomu. Dodatkowo posiadamy jeszcze drewniane przeszkody (handmade), więc porównamy je z tymi tańszymi i ocenimy czy cena idzie w parze z jakością :)

Hopki

Za drewnianą zapłacimy około 300 zł a za plastikową od 60 do 80 zł. Cena tej drugiej zdecydowanie atrakcyjniejsza :D  Łatwo się je rozstawia – są bardzo lekkie i wystarczy wbić je w ziemię, w przeciwieństwie do drewnianych, które przy przenoszeniu obijają mi całe nogi . Mają regulację wysokości i przede wszystkim są bezpieczne (poprzeczka spada przy uderzeniu). Dołączona jest też do nich specjalna torba, dzięki czemu można je przewozić albo zabrać na dalszy trening :)


Dodatkowo odporne na warunki pogodowe. Można śmiało zostawić je na deszczu, czego już obawiam się zrobić z hopkami drewnianymi. Jedynym minusem jest fakt, że przy twardej, zamrożonej lub wysuszonej ziemi strasznie ciężko je wbić, przez co śledzie czasami się wyginają. Dodatkowo podczas rzutki regulacja wysokości obsuwa się i trzeba wszystko poprawiać, co przyznam za bardzo uciążliwe. Mogłabym również przyczepić do małej stabilności. Plastikowe hopki to jednak nie to samo, co ciężkie, drewniane przeszkody. Dla mnie jedyne mankamenty, a patrząc na całość - najmocniejszy punk naszego toru przeszkód. Z resztą nie jest już tak kolorowo ;)

Tutaj porównanie hopki drewnianej i tańszego odpowiednika :) 
Tunel

Nasz upolowałam na allegro za całkiem przyzwoitą cenę 120 zł. Tunele profesjonalne wahają się w granicach od 700 do ponad 1000 zł. Przede wszystkim różnią się materiałem. Tańszy zamiennik jest bardzo miękki i musimy mocować go śledziami (dołączonymi do tunelu), aby nie przemieszczał się gdy pies wbiega do niego z całym impetem ;) Niestety największym minusem jest brak uchwytów na końcach tunelu, przez co materiał zapada się i blokuje psu wejście :/ Trzeba dorobić je samemu, niby chwila pracy, ale moim zdaniem powinno być to przemyślane i wykonane u producenta. Dodatkowo śledzie strasznie się wyginają i co chwilę trzeba je prostować. 

Ja używam tylko 4 śledzi ^^ Wtedy tunel trzyma się równie dobrze i mamy mniej pracy przy wbijaniu :D 
Jeśli chodzi o odporność materiału to nie zalicza się do najwytrzymalszych i jest dość cienki. Mimo to po dwóch latach użytkowania nie zauważyłam żadnych przetarć czy rozerwań, a bierzmy pod uwagę, że Abi należy do tych psów, które biegną w tunelu z prędkością światła. Dodatkowo mamy dołączoną torbę w tym samym kolorze, co jest bardzo dużym ułatwieniem w przenoszeniu naszej niebieskiej dżdżownicy :D 
Według mnie to idealna alternatywa dla mniejszych i średnich psów :) Przy większych nie jest już tak wesoło. Jeśli naprawdę chcemy rozwijać  się w tym sporcie lepiej odłożyć i zainwestować w tunel profesjonalny :)


 Dla ciekawskich nasz ma 5 metrów długości i 60 cm średnicy ^^

Slalom

Dwanaście pachołków (niebiesko - pomarańczowych) w cenie 120 zł, które własnoręcznie wbijamy w ziemię i włala slalom gotowy (za profesjonalny zapłacimy od 300 zł w górę). Niby wszystko pięknie, ale zawsze musi być haczyk, a mianowicie ziściła się moja największa obawa – praktycznie po każdym przebiegnięciu pachołki wyginają się i trzeba poprawiać ustawienie :/ To wszystko przez brak stelaża, który nadaje stabilności całej konstrukcji. Jego brak również odbija się na odległości rozstawienia pachołków. Gdy robimy to na oko to pożegnajmy się z tym, że będą idealnie równe, a chodzenie z metrem i liczenie centymetrów jest jednak uciążliwe. 


Na deser od trzech pachołków oderwały nam się kolce do wbijania, dlatego mamy teraz slalom dziewięcio-pachołkowy. Do tego po rozstawieniu w 90% okazuje się, że slalom nie przebiega w linii prostej i muszę poprawiać, aż dojdę do momentu gdy całość mnie zadowoli. Ogólnie bez rewelacji.


Patrząc na całą notkę hopki to najmocniejszy punkt programu i gdyby nie możliwość dorobienia drewnianych (przyznaję, że wolę biegać torki z ich udziałem, są dużo stabilniejsze) chętnie dokupiłabym parę sztuk :) Tunel też nie wypada źle, a dla osób trenujących amatorsko będzie świetnym zamiennikiem droższego kolegi. Slalom to najsłabszy punkt i zdecydowanie wolałabym dołożyć do profesjonalnego, stabilnego i jednym słowem porządnego slalomu niż męczyć i poprawiać wszystko po każdym przebiegnięciu :/

Każdemu, kto nie ma w pobliżu toru do biegania, polecam zakup chociażby paru przeszkód nawet jeśli nie trenujecie agility (tak jest w naszym przypadku ^^) To świetna odskocznia np.: od obedience i mega fun dla psa :D Może też macie jakieś doświadczenia z domowym torkiem? Chętnie dowiem się jak przeszkody sprawdzały się u Was :)


piątek, 5 czerwca 2015

A jak to wygląda naprawdę?

Zawsze w postach staram się, żeby zdjęcia były jak najlepszej jakości, najlepiej z ładnych krajobrazem i psem zapatrzonym w dal. Jednak na co dzień wygląda to trochę inaczej :D Na telefonie mam masę zdjęć typu ,,uwiecznię ten moment’’ z codziennych wypadów. Komórka jest dużo bardziej poręczniejsza, mam ją zawsze przy sobie (w przeciwieństwie do aparatu), więc karta pamięci pęka w szwach i pomyślałam sobie czemu owe zdjęcia nie miałyby ujrzeć światła dziennego? Każdy z nas wie, że te czyściutkie (w naszym przypadku może nie^^), grzecznie czekające na zdjęciach pieski naprawdę nie są takie idealne. Nie przynudzając, zaczynamy pierwszą serię zdjęć z ,,życia codziennego’’ :D




Błoto, błoteczko, błotunio! 


To co Abi robi przez cały wypad w góry, czyli biega, biega i jeszcze raz biega :D 



I widzicie, Chuckit! ze swoimi kolorami jest nie do zgubienia :) Nawet w nocy! 

Nie martwcie się miną Abi na pierwszym zdjęciu ;) Właśnie biegnie ze swoim ukochanym kamyczkiem wyłowionym z rzeki :D 

Sztuczki zawsze i wszędzie :)


Wierny jesienny pomocnik 


Treningi w przeróżnych postaciach 


omomom kongowe pyszności :)



Tak spędzają ze sobą czas dwie najlepsze przyjaciółki :D Razem chodzą na spacery, razem śpią i wspólnie mnie prześladują ;)




Trochę przesadziliśmy z rozmiarem legowiska....


To z serii zapatrzone w dal... Nawet na telefonie nie mogłam się oprzeć 




Patrząc na te zdjęcia mam wrażenie, że Abi tylko śpi, je, biega, pływa, sztuczkuje, je, śpi, je, biega, pływa... A no i spotyka się z kotem :D Też chciałabym mieć takie życie :) Zasypałam Was zdjęciami, ale właśnie tak wygląda nasz każdy (prawie) dzień. Przede wszystkim opiera się na tym, że Abi musi się wybrudzić, a ja muszę ją umyć... Niestety taki żmudny los goldeniarza ;) Oprócz tego dużo smakołyczków, spacerów w przeróżne miejsca, wyjazdów, wody!, piłeczek, szarpaczków, psich kolegów, sztuczek, błotka i pies jest szczęśliwy :D 


Przy następnej piątkowej notce, porozmyślamy trochę nad domowym torem przeszkód :D Do zobaczenia! 

Problemy zdrowotne

Tak jak widzicie Abi została satelitą i mozolnie uderza w każdą (każdą!) framugę przez co próby przemieszczania się słychać w całym domu. Pierwszy raz ma do czynienia z takim ustrojstwem i chociaż na początku w jej oczach była widać ogrom wyrzutów, dlaczego zrobiliśmy jej takie… coś, to teraz pogodziła się ze swoim losem i wesoło podąża z UFEM na głowie :) 


Jadąc z pewnością zapalenia ucha (charakterystyczne odorek), z którym Abi boryka się baardzo często, wróciłam z wygolonym  psem na czubku głowy –zielonej w dodatku- z satelitą i serią zastrzyków. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że pozorny strupek na kufie był ropną wydzieliną i to on zmylił mnie swoim zapachem. Po zgoleniu zobaczyliśmy, że stan zapalny jest dużo większy niż nam się wydawało. Wszystko zostało odkażone i dostaliśmy receptę na…., którym mamy przemywać główkę w domu. Do tego jeszcze dwie wizyty, na których Abi zostanie wykłuta w swoje goldenie ciałko i pozostaje tylko czekać, aż wszystko się zagoi. I tym sposobem mając psa mnicha pożegnałam się z lipcową wystawą, na którą czaiłam się już od dłuższego czasu :/



Niestety jesteśmy uziemione na ponad tydzień – kołnierz skutecznie uniemożliwia harce -  i pozostaje nam żmudne przesiadywanie w ogrodzie toteż wieje taką nudą, że można zasnąć i nie wstać przez najbliższy miesiąc. Zabieram się za przyszłotygodniową ciekawszą notkę, a Abi pozostaje życzyć szybkiego powrotu główki do zdrowia :D

PS: Z przyczyn wyższych (ferelny piorun spalił mi router i komputer) jestem odcięta od Internetu na tydzień, dlatego wybaczcie moją nieobecność w blogosferze. Post udało mi się wrzucić przy pomocy koleżanki, hura :D Wyczekajmy jeszcze te 7 dni i hulaj dusza piekła nieba, a posty już się piszą!