piątek, 30 października 2015

Chuckit! Indoor Shaker - test

O to piłko-mopowate ,,coś’’ było tak wiele pytań, że nie sposób nie przedstawić Wam naszej nowej zdobyczy z Chuckit! i omówić dokładnie co i jak. Do dzieła, zaczynamy!


Przyznaję się, że początkowo oglądając mopokulę w Internetach miałam nieodparte wrażenie, że będzie luźnym, miękkim ,,workiem’’ i trwałam w nim, aż do dnia przesyłki. Jednak jedno było pewne, połączenie dużej piłki, rączki i mopowatej faktury – nie… to nie mogło się nie udać ;)

Na początek trochę teorii, wybaczcie :P
Shaker ma średnicę 12 cm (dużo czy mało? Wszystko okaże się w części praktycznej :D) do tego dołączono stosunkowo krótką rączkę z logo firmy i zastanawiam się – z obawy o jej długość - czy stworzono ją w celu przeciągania czy trzymania (rzucania). My stosowałyśmy różnorako, bo przy zabawie, aż prosi się o chwycenie, ale przyznam, że nie było to zbytnio komfortowe - cały czas musiałam kurczliwie trzymać, żeby czasem nie wyślizgnęła się z rąk. Jeśli chodzi o materiał, który użyto do jej wykonania to jest to ten sam co w Ultra Tugu (czyt. dość sztywny) – szczęśliwcy zaopatrzeni w owego (można już powiedzieć) klasyka będą wiedzieć w czym rzecz ;) 
Za to pseudo mop, którym obszyta jest piła fakturą od swojego kolegi nieco się różni – frędzelki są dużo delikatniejsze, cieńsze i mniej puszyste - ale zdecydowanie zalicza się do tych przyjemnych dla psich ząbków :)


Miękkość zabawki jest sprawą dość zabawną, bo przy otworzeniu paczki trochę się przestraszyłam nie ze względu na jej twardość, ale duże naprężenie przez co miałam obawy, że Abi napotka trudności z jej uchwyceniem. Przy zganianiu trzeba użyć trochę siły (więc nie należy ona mięciutkich ,,ala’’ szarpaczków), a po puszczeniu momentalnie powraca do wcześniejszego stanu, toteż wszelkie odgniecenia nie mają prawa zaistnieć :) Jak widać liczba obaw przyrastała w tempie jednostajnie przyśpieszonym i równała się liczbie ochów i achów, a jak było w części praktycznej? :D


Abi od początku była zachwycona nową zdobyczą i na widok mopokuli miała iskierki w oczach, dosłownie :D Sprawdzałyśmy ją w czterech dziedzinach: jako bezpieczną zabawkę do domu, piłę do miotania na dworze, nagrodę na treningach co równoznacznie łączyło się z dużą ilością szarpania oraz jako zabawkę do memlania.

Pierwsza próba wypadła najbardziej pozytywnie i nie ma się co dziwić, bo takie jest jej pierwotne założenie :) Możemy bawić się bez obawy, że za chwilę rzucając rozbijemy telewizor, bo nawet jeśli w niego wycelujemy to piła delikatnie się odbije i o pęknięciu albo lekkim zarysowaniu nie mam mowy ;) Jest też bardzo lekka, dlatego ciężko zrzucić nią przedmioty i na tyle duża, że nie wpada pod kanapę czy pułki (jak mają to w zwyczaju inne piłeczki), a tym samym oszczędzamy nasz kręgosłup oraz uszy – sami wiecie, że zablokowana zabawka i nakręcony pies równa się z głośnym i donośnym lamentowaniem ;)

Przy drugiej dziedzinie wszystko byłoby super gdyby nie ekstra szybkie brudzenie się ;) Wystarczy trochę wody i ziemi, żeby nasza kolorowa piłka wyglądała jak po ciężkich przejściach, dlatego co drugi/trzeci spacer (w zależności od pogody) poddaje ją względnemu czyszczeniu. Wystarczy mydło, gąbka i bieżąca woda – kąpiel jest mega szybka, ale schnięcie zajmuję już chwile czasu :P Dzięki rączce lata daleko, lekko się odbija, czasami ucieka przed paszczą, co wzmacnia chęć pogodni, a ze względu na rozmiar i kolory jest od razu namierzana i schwytywana :D


Z kolei trzeci sposób użytkowania niesie za sobą pewne minusy. Przy szarpaniu wspomniana wcześniej krótka rączką jest trochę nieporęczna, a chcąc chwycić za piłkę mam duże obawy, że skończę z amputowanymi palcami ;) Dodatkowo z jednej strony uchwytu rozpruł się nam trochę materiał i nie wiem czy trafiłyśmy na felerny egzemplarz (z drugiej strony wszystko jest w jak najlepszym porządku) czy takie obrażenia występują powszechnie. Przy nagradzaniu rzucając w stronę psa piła zwyczajnie odbija się od rozdziawionej paszczy za względu na jej rozmiary – niektóre psy może to zniechęcać, a inne nakręcać (u nas występuję drugi objaw :D). Próbowałam też nagradzać trzymając za rączkę, ale pies również chybuje, bo piłka jest mocno naprężona i cieka przed ząbkami. Dopiero kiedy Abi docisnęła ją do mojej nogi i przestała się ruszać (całe spodnie w ślinie…) mogła spokojnie ją chwycić. Dlatego zazwyczaj rzucałam ją na ziemię, a wtedy nie było problemu z pobraniem, bo dociśnięta do ziemi przestała się miotać na wszystkie strony ;)

A dochodząc do czwartej próby jestem jak najbardziej na tak :D Abi rzadko kiedy lubi memlać zabawki, bo zwyczajnie się jej to nudzi, a ta zajmuje ją naprawdę na długo. Myślę, że to ze względu na to, że cały czas chce wracać do poprzedniego stanu i przy memlaniu napiera na zęby psa, co jeszcze bardziej motywuje go do ponownego zatopienia w niej swoich ząbków :)


Biorąc pod uwagę wszystkie spostrzeżenia jestem jak najbardziej na tak :D Myślę, że to coś nowego, ciekawego i podobającego się dużej ilości spragnionych zabawy psów. Jedynie u zwierzaków o małych szczękach mogą wystąpić komplikacje z jej schwyceniem (szkoda, że wstępuje tylko w jednym rozmiarze). Koniecznie dajcie znać czy też posiadacie mopokulę! :D

14 komentarzy:

  1. Piłka robi wrażenie. Ja od dłuższego czasu zastanawiam się nad jakąś nową zabawką. :)
    Pozdrawiam,
    kundel-reks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Oryginalna piłeczka, musimy przyznać :D
    Szkoda że nie piszczy. Mira ma ostatnio super-hiper-fazę na piszczałki ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak zgadzam się! Chuckit powinien wprowadzić więcej piszczących zabawek, wtedy byłoby idealnie :D

      Usuń
  3. My właśnie mamy fazę na szarpanie, choć piłeczka nie ma uchwytu, to fajnie by było samemu doczepić, ale zwykle takie doczepiane sznurki nie trwają zbyt długo :(
    Może kiedyś się skusimy!
    Piłeczka ogółem fajna, a filmik świetny. Podpowiem, żee planuję nauczyć Beethovena ukłonu i trzymanie na dupce przedmiotów :D
    Zapraszamy na podsumowanie kolejnych 7 dni! :D
    psi-zawrot-glowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, oryginalna piłeczka! Espritowi na pewno by się spodobała :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajna piłka, my mamy zwykłego mopa z doszytą przeze mnie rączką i sprawia się równie dobrze :). Super recenzja!

    Pozdrawiamy E&D

    OdpowiedzUsuń
  6. Super, że zrobiłaś recenzję tej piłki, bo strasznie mnie ona ciekawi. U nas mogłaby się sprawdzić do wspólnej gry w nogę, ale 12cm to trochę za mało dla Cekina i obawiam się, że szybko by ją zamordował. Ten pies ma zamiast szczęki imadło i strach mu dać cokolwiek delikatniejszego do zabawy :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Piłeczka wygląda czadowo! A jej wykonanie i kolor są świetne. Mnie w niej przytałacza tem wielki rozmiar - 12 cm to niezły gigant.

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajna. U mnie lądowałaby chyba w pralce żeby się domyła. Pozdrawiamy pusia-i-ja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie przeżyłabym z takim tempem brudzenia się :D mimo tego wygląda faaajnie :p

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawa piłka zaopatrzona w atrakcyjne frędzelki :) Mam nadzieję, że nie odpadają? Bo moja piesia ma tendencję do zżerania niteczek i wszelkiego rodzaju odstających frędzli.

    OdpowiedzUsuń
  11. Od teraz gdy Flow jest pod naszym dachem będziemy mogli testować takie piłeczki. :) Tylko szkoda, że jest "troszkę" za duża. ;D
    Pozdrawiamy
    Wiktoria, Knapik i Flow!

    OdpowiedzUsuń
  12. Na mnie nie robi niestety wrażenia, bo Terror niszczy zabawki tego typu w moment.
    A na dodatek zjada frędzelki :/

    OdpowiedzUsuń