piątek, 15 stycznia 2016

Testujemy Denta Fun!

Witamy Wszystkich w ten piątkowy wieczór. Dziś proponujemy Wam zapoznanie się z naszą nową zdobyczą, otrzymaną w ramach wypróbowania i testów użytkowych. Co o niej sądzimy? Jak się spisała? I w końcu czy podołała wyzwaniu – zaczynamy!


Cała konstrukcja to sznur z rączką – za to duży plus – ze zgrubieniem na środku, a dodatkowo by urozmaicić trochę zabawę, na końcu przytwierdzono gumowe ringo. Żeby tego jeszcze było mało, na pierścieniu z kauczuku mamy, aż trzy rodzaje  różnych wypustek, które mają oczywiście (jak sama nazwa wskazuje^^) masować psie dziąsła, a co za tym idzie poprawiać ich ukrwienie no i oczywiście dbać o zęby. Sam kauczuk jest stosunkowo miękki (to na pewno nie chamska guma, której nie znoszę w zabawkach i unikam jak ognia), a sznur śliski i przyjazny dla memlaczy :D I nie wiem jak Wam, ale mi podoba się sam motyw tej konstrukcji, który przypomina, nieco tańszy odpowiednik znanych i lubianych piłek na amortyzatorach :)

A co do kolorów, to trafiła nam się zdecydowanie ładniejsza wersja różowo-turkusowa, ale do dyspozycji czeka również pomarańczowo- zielona – co kto lubi :)



Przyznam szczerze, że byłam nastawiona dość sceptycznie, bo Abi nie przepada za niczym co ma jakiekolwiek wybrzuszenia, nierówności czy wypustki, dlatego moja pierwsza myśl ,,Do zabawy zostaje nam tylko sznurek’’ i tak też na początku było. Szarpałyśmy się ochoczo i ku mojemu rozradowaniu psina naprawdę cieszyła się na widok zabawki wyciąganej z szuflady (co, prawdę mówiąc trochę mnie zdziwiło, bo do tej pory nasz asortyment wypełniały zabawki ,,dziwolągi’’, a tu taki prosty design się spodobał i to jak!). I nie wiem, jak to się stało, ale nasz niepozorny Denta Fun stał się zabawką przełomową i po kilku zabawach Abi zaczęła chwytać za ringo, początkowo lekko, potem coraz bardziej zaciskając szczęki, aż w końcu ciągnąc – tego jeszcze nie było :D Zazwyczaj wszelkie próby pobrania do paszczy czegoś z ,,kolcami’’ kończyła się pluciem i zniesmaczonym wyrazem na twarzy… Jestem naprawdę dumna z księżniczki, aż miło patrzeć jak pies przełamuje swoje dotychczasowe bariery, ale bez euforii proszę, niestety sznurek nadal wygrywa... :P



Jeśli chodzi o stomatologiczne przeznaczenia , to nie jestem w stanie stwierdzić czy pomógł czy nie. U Abi (na szczęście) bark problemów z kamieniem nazębnym, a co do ukrwienia dziąseł nie mam, aż tak specjalistycznej wiedzy, by to sprawdzić :P Jednak jako człowiek biolchemu jestem pewna, że w przypadku psów z problemami stomatologicznymi przy użyciu odpowiednich preparatów zwalczających kamień, masowanie uch wypustkami, będzie ułatwiało usuwanie i zdrapywanie osłabionego ustrojstwa :D Dodatkowo masowanie, rozszerza naczynia krwionośne, a co za tym idzie zwiększa ukrwienie, a więc opis producenta to sama prawda.

Jedynym ,,ale’’ jest to czy pies faktycznie należy do memlaczy, którym wszystko, co podsuniemy pod, pysk sprawia frajdę czy tym bardziej delikatnym i wybrednym. Bo nie oszukujmy się - tylko intensywne gryzienie, szarpanie da pożądane efekty :)


A wracając do szarpaka, to dla nas jest to kolejna zabawka do nagradzania, aportowania i przeciągania, czyli tego ci pieski lubią najbardziej. Lata daleko (dzięki długiej rączce), jest wygodna w użyciu (możemy chwycić i za uchwyt i za ringo), szybko się myje, stosunkowo lekka, a dodatkowo (dzięki miękkiemu i przyjemnemu kauczukowi, który różni się od tych, spotykanych przeze mnie w zoologach) można przekonać psa, że wypustki wcale nie są takie złe :D

I tak oto zakańczamy testowanie – co my na to? Razem z Abi dajemy okejke, nawet mimo początkowych obaw - czasami klasyka poprostu wygrywa!

Dziękujemy NaszeZoo za niespodziankę! Tą i wiele innych rzeczy z psiego ekwipunku możecie kupić o tutaj :)

No daj mamo, no daj! 

piątek, 1 stycznia 2016

(Spóźniony) filmik jesienny!

Jak zwykle z lekkim poślizgiem, ale jest! I nie wiem czy to przez moje obsesyjne poprawianie wszystkiego do ostatniej chwili czy przez to, że klejenie filmików sprawia mi olbrzymią radochę i czym dłużej mogę powlepiać się w ekranik tym lepiej dla mojej psychiki, ale zawsze (zawsze!) jestem ostatnia :P No nic, uznajmy to za blogową tradycję, a ja dalej będę wpisywać się w jej normy :D

A jak była jesień? Wstydź się przyznać, ale tak szybko przeleciała mi przez palce, że musiałam zadowolić się treningami w deszczowej, mglistej i brunatnej scenerii, ale nie martwcie się! Coś z tych kolorowych i iście pomarańczowych zachodów słońca się ostało :) A na filmiku mix wszystkiego – trochę agilitek, dużo obijania, sztuczkowania, jest i fitness, spacerki, inne pieski, o i nawet śnieg zawitał! Zresztą zobaczcie sami...



A wraz z końcem jesieni (i początkiem zimy rzecz jasna), witamy nowy rok – pracowity, intensywny, przełomowy, rok wielkich zmian, oby! Trzymajcie za nas mocno kciukasy, żeby wszystko poszło 
zgodnie z planem :D