piątek, 24 lipca 2015

Top 5! - pięć ważnych dla mnie aspektów w życiu z psem :)

Ostatnio pośmialiśmy się z głupotek chłodzących dla psa (ta smycz to był hit, hitów) - jeśli nie widzieliście koniecznie nadróbcie zaległości – klik! :D A dziś zapraszam na garstkę ważnych dla mnie kwestii, kiedy zaczynamy robić ,,coś’’ z psem :) Z pewnością każdy z nas ma jakieś przemyślenia na ten temat (ja również) i nadszedł czas, żeby się nimi podzielić – tak więc zaczynamy! :D


Jeśli coś nie wychodzi to jest to tylko i wyłącznie nasza wina – wiem, że wałkuje się to i wałkuje, ale dla mnie kiedyś były to tylko i wyłącznie słowa rzucane na wiatr. Podświadomie wiedziałam, że nie powinnam się denerwować tylko pomyśleć nad rozwiązaniem naszego problemu, a jednocześnie w kółko próbowałam tego samego sposobu, a nerwów wcale przy tym nie brakowało. Przełom nastąpił, kiedy przeczytałam kiedyś mądre słowa ,,Pies czuje się u nas jak na obcej planecie, nie rozumie naszego języka i nie potrafi wywnioskować o co nam chodzi, jeśli właściwie tego nie przedstawimy’’. I wtedy bum! coś zaświeciło :D Teraz przy każdym nowym poleceniu, którego uczę wyobrażam sobie jak najlepiej zrozumiałabym to będąc psem :D Nie śmiejcie się, to na serio pomaga! Sposobów na naukę nie brakuje i dostosujemy je tak, żeby naszemu psy pracowało się komfortowo :)

Planowanie kluczem do sukcesu – może ktoś uważa, że to przesada, ale dla mnie odpowiednie zaplanowanie treningu, sesji czy nauki tricku to podstawa podstaw. Popatrzcie, gdy my zaaranżujemy sobie czas, pracujemy dużo efektywniej (tak bardzo cieszy kolejne wykreślanie celów z listy :D) i na tej samej zasadzie działa to przy psach. Możemy zanotować sobie wtedy co nam wyszło, a nad czym musimy jeszcze popracować, do tego wyznaczamy cele (np.: sztuczki na dany miesiąc) i możemy ocenić czy robimy jakieś postępy czy stoimy w miejscu. Żeby jeszcze bardziej Was przekonać, wszyscy zamykamy oczy i wyobrażamy sobie, że idziemy na sesję nauczyć psa nowego tricku tudzież trening. Kiedy wszystko mamy rozpisane - jesteśmy pewni siebie, wiemy co robić po kolei czy jakie etapy przeprowadzić, by osiągnąć daną sztuczkę. Gdy planowania brakuje – jesteśmy chaotyczni, nie wiemy co ze sobą zrobić, a tym bardziej z psem i panuje zamieszanie (czyt. nie robimy postępów). I co, teraz lepiej, przekonaliście się? :D


Ciągła praca nad sobą – i tutaj kłaniają się mądre słowa wypowiadane przez moją nauczycielkę chemii ,,Pamiętaj, cały czas pracuj i ćwicz, bo zawsze jest ktoś lepszy od Ciebie!’’. I dokładnie tak jest :D Nie myślmy, że po przeczytaniu 5 książek jesteśmy psimi ekspertami, bo teoria to nie wszystko ;) W moim przypadku dużo łatwiej jest mi wyciągnąć coś z filmików niż papieru, dlatego ciągle siedzę na youtubie i wychwytuje coraz to nowsze ćwiczenia. Jeśli my się nie rozwijamy to nie możemy oczekiwać tego samego od zwierzęcia, bo to dzięki naszej wiedzy ono może poszerzać własne horyzonty :) Jeśli mamy chwilę czasu pomiotajmy trochę frisbee czy oglądnijmy nowe techniki rzutów na komputerze, poczytajmy o ćwiczeniach, które bardziej zmotywują naszego psa do pracy albo nauczmy się poprawnie pokonywać zakręty w obi :) Internet nie gryzie, a psi mózg jest tak niezmierzony, że jeszcze wiele ciekawych zagadnień przed nami :D

Kreatywność i zaskoczenie – i znowu wyobraźmy sobie siebie jako psa , co nas bardziej zaskoczy – jedna rzucona zabawka za dobrze wykonane ćwiczenie czy dziesięć piłek wyskakujących spod bluzy? Jasne, że to drugie! Dlatego pomyślmy jak bardzo możemy wpływać na emocję psa odpowiednim nagradzaniem :) Stąd moja obsesja (mało powiedziane) na różnorodność zabawek. Mamy ich całą masę i odpowiednie zabawki dobieram do odpowiednich ćwiczeń – chcę w miarę wyciszonego psa, biorę lubianą piłkę na sznurku, a gdy chcę nakręconego psa chwytam za hiper-mega-super krokodylka :D Pamiętajmy też, że czym bardziej kreatywne, pełne w rozproszeń i nowych rzeczy treningi tym łatwiej będziemy mieć potem na zawodach ;) Zafundujmy naszym psom choć dwa takie eventy  w miesiącu. Ćwiczenia również poszerzajmy, zaskakujmy nagłym poleceniem odbiegającym od reszty -przykładowo przy nudnym chodzeniu przy nodze, każmy psu zrobić kółeczko i kontynuujmy – rozbudzenie gwarantowane! :D

Emocje, głos  i postawa ciała – bardzo, bardzo ważne! Już od dziecka, rodzice mówili nam, że pieski przeczuwają burze i wiedzą o niej kiedy jest wiele kilometrów dalej. Tak samo z naszymi emocjami – jesteśmy smutni on także nie będzie za wesoły, a gdy tryskamy radością to samo udzieli się i jemu. Dlatego odpuśćmy sobie treningi kiedy jesteśmy chorzy, smutni, zdenerwowani czy mamy dużo na głowie. Gdy ćwiczymy z psem najlepiej całkowicie wyczyścić umysł (joga będzie jak znalazł :D) i skupić się tylko na nim. Ponadto dzięki naszemu głosowi i postawie wpływamy na psie emocje, dowolnie go wyciszając lub nakręcają :) Korzystajmy, korzystajmy i jeszcze raz korzystajmy!

Tym samym dobrnęliśmy do końca :D Moje Top Pięć Aspektów przedstawione (i to dość obficie), dorzucilibyście coś jeszcze? :)

wtorek, 21 lipca 2015

Sposoby i psie gadżety na upały :)

Wiedzieliście prognozę pogody? Jeśli nie to zawiadamiam, że ponownie nadeszły fale upałów - trzydziestostopniowy skwar nie do opisania, pot lejący się z czoła (dosłowne roztapianie się na nagrzanej od słońca patelni) i ta nagła radość kiedy widzimy choć odrobinkę wody :D Uwaga, szklanka zimnej (koniecznie zimnej!) lemoniady do ręki, wiatrak włączony, lody w okolicy komputera i bez zbędnych ceregieli zaczynamy baardzo orzeźwiający post ;)



Najpierw podstawowe sposoby, które pewnie już znacie :

Pławienie – ten podpunkt znają już wszyscy i jeśli tylko nasz pies jest wodomaniakiem korzystajmy, korzystajmy i jeszcze raz korzystajmy :D Abi zaprasza i namawia wszystkich do pluskania się w magicznym H2O - polepszenie humor gwarantowane!



Dołki w ziemi – tak, nie żartuje! Pozwólmy psom kopać dołki w cieniu i w nich leżeć. Ziemia pod spodem jest dużo chłodniejsza niż ta w górnych partiach, którą słońce zdążyło już nagrzać :) Prosty i sprawdzony patent :D

Mrożone Kongi – kolejny pewniak, ale zawsze warto wspomnieć :) Tak zwane psie lody - trochę jogurtu, smakołyków, zabezpieczamy folią (żeby nic się nie wylało) i taki oto zawijas trafia do zamrażali. Jeśli nas czworonóg nie przepada za Kongami lub owego nie posiadamy, możemy zamrozić miksturę w kosteczkach do lodu i podać psu do zabawy (którą rzecz jasna nadzorujemy) :)



Kamizelki chłodzące – na które zapanował istny szał :) Czeka nas trening w ciepły dzień, seminarium, a może zwykła przechadzka po górach? Taki gadżet będzie jak znalazł - szczególnie dla psów, które ciężko z noszą upały lub mają obfitą szatę :) Zdania na temat działania są podzielone – jedni są zachwyceni, inni mówią, że efektu wow nie było. Chyba nie pozostaje nic innego jak sprawdzić to osobiście :D

                                                                A jeśli takiej nie posiadamy…

To zastąpmy ją zwykłym T-shirtem, zmoczonym w zimnej wodzie i związanym na końcu gumką (żeby nie był za luźny oczywiście). U nas to hit na bardzo gorące dni i Abi zawsze paraduje sobie w ogródku w tym jakże stylowym wdzianku :)

Maty chłodzące – też zapewne wszystkim znane :D Podobnie jak kamizelkę, moczymy w zimnej wodzie, odsączamy nadmiar i włala! Pies ma nowe, orzeźwiające posłanie :)


www.myicebear.com
Basen – sąsiedzi pewnie pomyślą, że zwariowaliśmy, ale co tam :P Do wyboru mamy te psie, ale możemy zadowolić się także tymi dla ludzi. Mieliśmy taki gadżet w zeszłym roku (świetna sprawa, polecam!), ale niestety został przebity. Myślę, ze teraz zainwestowałabym w psi, bo na pewno jest wykonany z dużo bardziej odpornego materiału – psie pazurki jednak dają popalić :D

Żywienie –  przy wysokich temperaturach psy mogą oczywiście tracić apetyt – nie zmuszajmy ich, bo nabawimy się tylko nerwicy, a zamiast tego przesuńmy posiłek na chłodniejszą porę :) Dbajmy też o to, żeby psie jedzonko nie były zbyt obfite czy tłuste. Chyba nie chcemy psa w kształcie beczułki, która będzie toczyła się po ziemi ;) Lepiej podać mniejsze wysokoenergetyczne porcje :)

Znalazłam nawet podział pożywienia, proszę do Waszej dyspozycji !

www.keepthetailwagging.com
Preparaty – my używamy AniFlexi Fit (niebawem naskrobie coś więcej, bo środek warty uwagi), który nie dość, że chroni układ kostny, to wzmacnia mięśnie, pomaga spalać tkankę tłuszczową i dodaje psu energii. Ostatnio też u Fruzi i Hondy Klik natknęłam się na taki oto specyfik – Aptus Nutrisal. Rozpuszcza się go w wodzie i podaje psu do picia. Ma utrzymywać równowagę elektrolitową, dzięki czemu pies wolniej męczy się w upalne dni i szybciej regeneruje :) Warto poczytać o nim coś więcej :D

Ochrona przed słońcem – tutaj dla właścicieli psów bezwłosych kłaniają się filtry przeciwsłoneczne ;) Co nie zmienia faktu, że przebywanie na słońcu  powinniśmy ograniczyć do całkowitego minimum!

 W upalne dni, schowajmy psa w domu (na pewno podziękuje Wam za zimne płytki). Proszę, nie trzymajmy czworonogów w kojcu czy co gorsza na łańcuchu z brudna wodą w misce (zawsze serce mi się kraja) kiedy na dworze temperatury sięgają zenitu…  Sami na pewno nie chcielibyśmy prażyć się w takich warunkach. To samo tyczy się psów zamykanych w samochodach…  mamy XXI wiek, trochę więcej wyobraźni… Kolczatki idą w odstawkę i nie ubieramy ich (najlepiej nigdy), a szczególnie kiedy panują upały – nagrzewają się tak samo jak każdy metal. Podobnie postąpmy z materiałowymi kagańcami, które utrudniają psom oddychanie.

I wreszcie, przechodzimy do części, której pisanie sprawiło mi największą frajdę – psie gadżety na upały!  

Chłodzące obroża dla psa – działa na tej samej zasadzie co mata czy kamizelka – moczymy, odsączamy nadmiar, gotowe! Nie jestem do końca przekonana. Wolałabym zainwestować w kamizelkę, która chłodzi całego psa niż w obrożę, która ma styczność tylko z szyją :P

www.aquacoolkeeper.com
www.aquacoolkeeper.com
Chłodząca bandamka dla psa – to jest fajne :D Uwielbiam bandamki, Abi ma ich pełno, a taka chłodząca to już w ogóle hit! Jestem tylko ciekawa czy w ogóle coś daje ;)

www.aquacoolkeeper.com
www.aquacoolkeeper.com
Chłodząca miska dla psa -  mi udało się znaleźć 2 wersje, o taką:

httpwww.myfrobo.com
Gdzie producent zapewnia, że miska zachowuje zimną wodę za pomocą wyjmowane wkładki pokrytej nietoksycznym żelem. Wystarczy umieścić rdzeń w zamrażarce i kiedy żel zmieni kolor, wkładka jest gotowa, aby utrzymać wodę schłodzoną znacznie poniżej temperatury pokojowej przez kilka godzin. Koszt takiego cacka to około 100 zł, wcale nie tanio.

O i jeszcze taką:

theocbarkyard.wordpress.com
Tutaj chłodzący rdzeń znajduje się pod miską i działa na podobnej zasadzie co poprzedni gadżet.
Powiem szczerze, że nie kupiłabym tych super-hiper- chłodzących misek, ze względu na to, że nie jestem za podawaniem psu lodowatej wody, szczególnie kiedy organizm jest mocno nagrzany. Daje unlike, a Wy co o tym sądzicie?

Rampa dla psa – Nasz pies ma problem z wyjściem z basenu? Pływamy łódką i chcemy, żeby popływam bez późniejszego wyciągania go w dwie osoby? Nic prostszego! Rampa będzie jak znalazł :D  Ale to nie wszystko, lepiej usiądźcie i trzymajcie się, bo gdy zobaczycie koszt tej drugiej zzieleniejecie – aż 389$ :O 

www.furballpet.co.za  
www.bestpetstoreonline.com
,,Fontanny’’ dla psa – mamy zwykłe, ale także te bardziej gadżeciarskie :D Fajna sprawa, bo pies może pić kiedy tylko mu się podoba :)

inventorspot.com  newgizmoblog.com  
Chłodząca smycz dla psa – haha na to bym nie wpadła :D Jezdyś, czego to ludzie nie wymyślą, co o tym sądzicie – jak dla mnie kompletne dziwadło ;)

PS: Smycz sądząc po Waszych komentarzach stała się hitem miesiąca i otrzymała nawet miano średniowiecznej korekty złych zachowań :D 

www.gadgetreview.com
Wiatrak dla psa – montujemy do klatki i pies ma trochę przewiewu np.: kiedy podróżujemy. Całkiem fajne, podoba mi się :D

www.apartmenttherapy.com
Chłodzące łóżko dla psa – to nie jest łóżka to jest jakieś łoże :D Wyobrażacie sobie, zabrać coś takiego na plażę (tak jak proponuje producent), schronienie dla całej rodziny :D No nie wiem, śmieszne to i wcale nie takie tanie – ok. 110$ ;)

www.pets2bed.com
Nieźle się uśmiałam pisząc ten post, szczególnie kiedy zobaczyłam powyższe wielkie łoże i wizje rozstawienia go na plaży – to byłby hit! Ale nie martwcie się, już niedługo kolejna dawka śmiesznych psich gadżetów :D
Jestem ciekawa czy znacie jeszcze jakieś sposoby na ochłodę, bo mi już nic nie przychodzi do głowy ;) Przegrzebałam Internet wzdłuż i wszerz :D Jeśli tak to zapraszam to dyskusji! 

piątek, 17 lipca 2015

Slalom - jak nauczyć? :)

*Tak, tak, tak! Po trzech tygodniach smutku i oczekiwania w końcu powrócił mój komputer - nowiutki, świeżutki i co najważniejsze gotowy do działania (laptopiku, stary zgredku  teraz idziesz w odstawkę) :D Tym samym wróciły moje wszystkie, ukochane programy do obróbki, zarówno te zdjęciowe jak i filmowe, dlatego nie dziwcie się - radość sięga zenitu! Nawet nie wiecie jak bardzo byłam ograniczona przez te 21 dni z laptopem na skraju wymarcia toteż tworzenie postów nie było tą samą przyjemnością co przedtem – zwyczajnie mnie nie zadowalały. Ok, dobra nie krzyczcie, kończę i zaczynamy jeden z najbardziej lubianych przez Was postów :)


Dzisiaj pod lupę bierzemy slalom - coś łatwego, efektownego i do załapania przez każdego psa :)
Świetny do rozgrzewek, jako element freestyle'u czy po prostu brany pod uwagę jako psia sztuczka. Przede wszystkim na początku musimy odpowiedzieć sobie na jedno, podstawowe pytanie: ,,Czy nasz pies nie jest za duży albo (tym samym) my nie jesteśmy za mali?’’ Z psami w typie dogów, które sięgają nam do pasa slalom niestety idzie w odstawkę – możemy ewentualnie dokonać modyfikacji tak, by pies pokonywał go czołgając się (kiedyś podpatrzyłam na jednym z filmików). Ale hola, hola właściciele mniejszych psów niech się tak nie cieszą i szykują maści przeciwbólowe, bo Wasze plecy wcale nie będą tryskały radością na wiadomość o ciągłym pochylaniu (zginaniu) ;) A na koniec info dla posiadaczy psich wrażliwców, którzy są zbyt mało pewni siebie albo mają jakieś złe wspomnienia z integracją z ludźmi – mogą mieć wahania co do przejścia pod naszymi nogami (tutaj zaliczamy kładzenie się, wycofywanie, odchodzenie od nas, podkulanie ogona, nerwowe oblizywanie czy ziewanie). Kiedy stoimy nad psem to dla niego oznaka dominacji i jeśli trafimy na strachliwego osobnika, który co gorsza nie jedno w życiu już przeszedł (szczególnie czworonogi ze schroniska, przez 3 lata byłam wolontariuszką, coś o tym wiem ^^), najpierw postarajmy się żeby nasz dotyk i zabawa były dla niego przyjemnością. Potem powolutku ,,na raty’’ starajmy się go zachęcić, aby przeszedł pod nogami i nagradzajmy za każdy (nawet najmniejszy) kroczek smakami i głosem :) Dopiero kiedy nam zaufa i będzie pewnie wykonywał tą komedie możemy zająć się dalszą częścią tricku.
Dobra, wszystkie ,,ale’’ już za nami, zaczynamy naukę – klikery w ręce, smakołyki do saszetki, zabawki pod pachę i zaczynamy!


1. Zaczynamy  oczywiście od naprowadzenia psa smakołykiem, w taki sposób, aby znalazł się pod naszą nogą i tradycyjnie dajemy smaka. Już podczas nagradzania przygotowujemy wolną dłoń do przejęcia psa i podsuwamy ją zaraz pod pyszczek, aby psiak nie zagubił się i nie wycofał :) I tutaj najważniejsza rzecz! Podczas dalszego naprowadzania, kiedy pies przejdzie pod nogą nie nagradzamy go od razu tylko po łuku prowadzimy go koło naszej nogi. W międzyczasie robimy krok i wysuwamy przeciwległą nogę przed nas. Dopiero kiedy pies znajdzie się w jej okolicy nagradzamy i drugą dłoń znowu przybliżamy, aby przechwycić czworonoga i prowadzić go dalej ;)
I pytanie ,,dlaczego nie nagrodzić go zaraz po przejściu’’? Ponieważ wtedy pies zostaje przodem do otoczenia i po zjedzeniu smaka nie będzie wiedział co robić dalej. Kiedy poprowadzimy go wokół naszej nogi wtedy od razu zauważy drugą dłoń z nagrodą i unikniemy niepotrzebnego zamieszania ;)
Oj to był zdecydowanie najdłuższy podpunkt, teraz będzie już z górki, obiecuję!

2.Następnie zwiększamy odległość, którą pies musi przebyć pod nogą – czyli nie podsuwamy dłoni pod sam pyszczek tylko ustawiamy ją w dalszej odległości, aby pies musiał samodzielnie przechodzić pod nogami, a następnie prowadzimy po łuku, nagradzamy i powtarzamy czynność.

3. Idzie nam coraz lepiej, więc pora, aby pies sam przechodził pod nogami, sam szedł po łuku wokół naszej nogi i dopiero wtedy otrzymywał smakołyk :) Kiedy ten element zacznie wychodzić (a na pewno zacznie) slalom mamy już w garści :D

4. Kolejnie zwiększamy ilość przejść – najpierw dwa, potem trzy, cztery , pięć… oczywiście zachowajmy granice przyzwoitości!

5. Slalom już praktycznie gotowy, ale nadajmy mu trochę dynamizmu , a co za tym idzie szybkości :) Tutaj kłania się jakże przydatna motywacja na zabawki! Najpierw chwila zabawy, aby nakręcić psa i próbujemy :) Najpierw parę przejść, potem coraz więcej i więcej a na końcu nagroda i duużo przeciągania :D I widzicie? Wcale nie było tak trudno :)



Jeśli chodzi o kliker to w początkowych dwóch etapach z niego zrezygnowałam, bo dla mnie było wtedy za dużo zamieszania (naprowadzam, jedną ręką klikam, drugą nagradzam, potem zamieniam kliker na smakołyk, podstawiam pod pyszczek, naprowadzam, znowu klikam… oj jak dla mnie zdecydowanie za dużo) Chociaż jeśli tylko chcecie i dacie radę to możecie go wprowadzić :)
W trzecim  i czwartym kiedy mamy już trudniejsze i dłuższe zadanie do wykonania oraz nie musimy naprowadzać (czyt. mniej zamieszania) pojawia się nam czas na klikanie :)


Bierzcie też pod uwagę, że Abi już od dawna umie tą sztuczkę, dlatego na filmiku (powyżej :D) wszystko idzie szybko i gładko. Jeśli dopiero zaczynamy rozłóżmy całość na sesje, pamiętajmy, że jeśli coś nie wychodzi to tylko i wyłącznie nasza wina (najlepiej zapisać na kartce, zaznaczyć flamastrem i powiesić na lodówce!), a jeśli psu nie sprawi to frajdy zwyczajnie odpuśćmy i spróbujmy czegoś innego ;) Filmik oczywiście do Waszej dyspozycji :D

Życzę miłej zabawy i dajcie znać jak Wam idzie! :D
PS: Tak wiem, Abi przy slalomie odbija się jak piłeczka, nie śmiejcie się z niej :P



wtorek, 14 lipca 2015

Potrójna po raz drugi :)

Tak było rok temu – pochmurnie, wietrznie, zimno i wczesno jesiennie. Wspinałyśmy się całkiem innym wejściem dłuższym, bardziej stromym, pełnym kamieni -  jednym słowem ciężkim do przejścia ;) Ale nie zaprzeczam było przepięknie i według mnie to jeden ze szczytów, który zachwyca nie tylko otoczeniem, ale i ludźmi (schroniska na górze i mieszkający tam nieliczni ludzie sprawiają wrażenie jakby wyrwali się z innej epoki, serio) czy ogólnym klimatem, gdzie wszyscy są dla siebie mili i uwaga! mówią niewymuszone ,,dzień dobry’’. To właśnie urzeka mnie w górach – oderwanie się od wszystkiego, od tego całego zgiełku i zapomnienie o wszystkim w błogiej ciszy która tam panuje.



I tak, tak niestety albo i stety (kalorią mówimy papa) na początku czeka nas najmniej lubiana część programu, czyli wspinaczka. Przyznaję, czasami bywa ciężko (albo gorzej niż ciężko), ale późniejsze widoki wynagrodzą nam wszystkie katorgi, męczarnie i zakwasy w nogach - szczególnie w upałach, ostrzegam nigdy nie popełniajcie tego błędu! A przechodząc do tych widoków, to główny powód, oprócz własnych ambicji dla którego przemierza się takie kilometry i pokonuje własne słabości. Tym którzy jeszcze nie próbowali polecam, namawiam i jeszcze raz polecam zafundować sobie ową wyprawę :) Podobno gdy jest się wysoko czujemy się lepiej bo jesteśmy bliżej chmur (taką mądrość zafundowała mi moja była Pani Wychowawczyni :D) i serio, nawet nie wiecie jaką czerpie się z tego radochę :) A i mogę potwierdzić - książki dla dzieci nie kłamią, z góry wszystko wydaje się takie maciupeńkie i nawet wieżowce są wielkości mrówek :D

Uwaga, fotorelację czas zacząć!









sobota, 4 lipca 2015

Jak trafiła do mnie Abi?

Najpierw miał być beagle, potem wyżeł weimarski, następnie cocker spaniel, owczarek australijski, wyżeł niemiecki, dalmatyńczyk, samoyed i przechodząc tak od skrajności w skrajność padło na bordera. Tak, tak to ona miał początkowo zawitać w moich progach. Wtedy nie były jeszcze tak popularne jak teraz, w sumie niewiele osób je kojarzyło, a po naczytaniu się ochów i achów na ich temat totalnie się w nich zakochałam. I tak wpadłam w poszukiwania borderka blue merle, czyli ideału mojej tamtejszej psowatości ^^ Wtedy nie przejmowałam się jaki ten pies będzie miał charakter, czy sobie z nim poradzę, czy nie będzie miał schiz, wtedy chciałam szczeniaka, swojego pierwszego własnego psa, koniec kropka i nikt nie był w stanie wybić mi z głowy tego pomysłu.


Owy jakże wspaniały plan skutecznie pokrzyżował mi brak na stanie psiaka w tej maści (i Chwała Panie, bo patrząc na moją wiedzę w tamtejszym czasie, w życiu nie poradziłabym sobie z takim nadmiarem energii), a zwykły o czarno-białej maści stanowczo odpadał. W ten sposób przebrnęłam przez niezliczoną ilość hodowli, nadzwoniłam się za wszystkie czasy i nic, totalna pustka. Musiało minąć trochę czasu, żeby pogodzić się z wiadomością, że nie był mi on po prostu pisany i znaleźć nowy ideał psowatości. Swoją drogą to straszne jak szybko potrafią zmieniać się nam poglądy. Marząc o swoim pierwszym psie mało interesowało mnie czy dam rady się z nim dogadać, czy do mnie pasuje, z jakiej hodowli pochodzi czy po jakich jest rodzicach. Od wszystkich słyszałam tylko: ,,Po co ci rodowód, to tylko kawałek papieru'' (teraz doprowadza mnie to do szewskiej pasji), przez co najważniejsze sprawy odpychałam na sam koniec i liczył się tylko fakt posiadania czworonoga. Dobrze, że mądre osoby w Internetach sprowadziły mnie na ziemię i pozornie nieważne kwestie wybiły się nagle na pierwszy plan. Myślę, że potrzebny jest na to odrębny post, a wracając do naszej historii... 

... to przeglądając któregoś razu książkę, natknęłam się na długowłose, złote paróweczki, które wyglądały niczym księżniczki, serio! Potem już chyba domyślacie się co się wydarzyło :D Telefony do hodowli i poszukiwania pięknego, złotego (tak musiał być koniecznie złoty) goledniaka, co również utrudniło mi zadanie, bo wszędzie rodziły się tylko białe bestyjki ;) Tymże sposobem zawędrowałam, aż do hodowli w Lublinie (czyli ponad sześć godzin drogi od nas), a po oczekiwaniach w naszych progach ostatecznie zawitała Gracja Kedudogs, wybrana z uwaga - dziewięciorga rodzeństwa i byłam najszczęśliwszym człowiekiem pod  słońcem!

Tak tak, Abi to ta spadająca z kłody ;) Wszędzie rozpoznam ten przerażony wyraz pyszczka :D


Jak na ironię parę miesięcy później, dowiedziałam się, że 15 minut jazdy od mojego domu znajduję się hodowla borderków (pewnie wielu osobą dobrze znana - Chilabo Border Collie), w której w tym samym czasie urodziły się piękne szczeniaczki maści blue merle, których tak ciężko poszukiwałam ;) Teraz myślę sobie, że to chyba było przeznaczenie i Abi od początku była mi po prostu pisana… 


Ps: Wybaczcie te wybitnie żałobne zdjęcia, ale miałam wtedy totalnego hopla na punkcie czarno-białego trybu w moim aparacie i tym sposobem niewiele pozostało mi z kolorowych wspomnień ;)