sobota, 25 kwietnia 2015

How to teach?

Wstępem wyjaśnienia odkąd zaczęłam prowadzić bloga (w sumie już trochę czasu minęło) dostawałam dużo pytań jak uczyłam czegoś Abi zarówno od czytających jak i znajomych, którzy wpadają na posty. Zazwyczaj starałam się zwięźle odpowiedzieć czy to w komentarzu czy w realu, ale cały czas czułam niedosyt, bo jeszcze tyle różnych kwestii było do omówienia ;) Dlatego postanowiłam wprowadzić nową serie (o ile można ją tak nazwać;) na blogu, w której będziemy sztuczkować ile sił, zaczynając od podstaw, a kończąc dopracowując szczegóły :D

Na pierwszy ogień jedna z najpopularniejszych ostatnio sztuczek, z którą przyznaje sama miałam problem przez jeden malutki szczególik ;) A mianowicie wszystkie pieski chodzą na stopach swoich właścicieli - wygląda to uroczo, efektownie i jest stosunkowo łatwe do zakumania :)


Na samym początku upewnijmy się czy psiak nie ma problemów z dotykaniem naszego ciała. Czasami zdarza się, że pies nie jest na tyle pewny siebie bądź kiedyś zraził się do interakcji z nami, że będzie skutecznie unikał wejścia na stopy lub nawet pomiędzy nogi. Kładzenie się, wycofywanie, zniechęcenie od razu sygnalizują nam, że coś jest nie halo. W takim wypadku najpierw wzmocnimy wieź i pewność siebie psiaka, a dotyk skojarzmy z czymś dobrym (smak za każde zbliżenie lub dotknięcie nas). Bierzmy pod uwagę również to, że niektóre z czworonogów należą też do psich wrażliwców, którym nauka sztuczki zajmie zdecydowanie więcej czasu ;)

1Wejście pomiędzy nogi to pierwszy etap, bez którego ani rusz ;) Psiaka naprowadzamy smaczkiem i nagradzamy najpierw za każde zbliżenie, a potem powoli za każde wejście. Moim niezawodnym sposobem  jest początkowe naprowadzenie prawą ręka (z smaczkiem oczywiście!) za nas, a potem przesuwamy ją do przodu i zachęcamy psa do wejścia między nogi. Wtedy dla psa wszystko jest jasne, będzie podążał za naszą ręką bez zbędnego szamotania.

2. Następnie musimy opanować wejście pomiędzy nogi na sam sygnał głosowy lub ruch ręką. Osiągniemy to tylko przez mozolne powtarzanie poprzedniego elementu, z powolnym wycofywaniem rąk naprowadzających. To znacznie ułatwi późniejszą pracę i pozwoli psiakowi czuć się pewnie i stabilnie :)

3. Kolejny etap – chodzenie między nogami. Ponieważ psiak może chodzić na naszych stopach zarówno do przodu jak i do tyłu, warto nauczyć go obu sposobów ^^ Gdy zaczynamy iść smaczek wyciągamy przed psa. Na początku wystarczą dwa kroczki, które potem będziemy wydłużać. Po dłuższej praktyce smaczek można unosić stopniowo do góry, tak aby psiak idąc patrzył się na nas ;) Jeśli chodzi o cofanie się stawiamy kilka kroczków w tył ze smaczkiem uniesionym nad psem lub gdy to zawodzi smak przybliżamy do pyszczka psa i powoli cofamy go w tył :)

4. Robimy pingwinka! To właśnie ten mały element przez który stanęłam w miejscu i nie mogłam ruszyć ;) Kiedy skrzyżujemy stopy, psu o niebo lepiej będzie na nie wejść. Szczególnie ważne jest to na początku kiedy pies jeszcze nie wie czego będziemy od niego wymagać, a takim małym trikiem ułatwimy mu pracę ;)


5. Moim sposobem na wejście na stopy jest naprowadzenie psa do przodu z dużym zapasem, a następnie skrzyżowanie stóp i delikatne wycofanie psa tak, by  na nie trafił  Jest to pomocne zwłaszcza kiedy psiak unika wejścia na stopy i konsekwentnie je omija. Przy cofaniu pies nie widzi co jest za nim i przy dobrym manewrowaniu naszymi stopami sami zadbamy o to, żeby psiak w nie wycelował :D Proste i skuteczne!

6. Kiedy psiak już zrozumie podpunkt poprzedni zaczynamy delikatnie odrywać stopy od podłoża, tak by przyzwyczaił i nie przestraszył nowej sytuacji ;)

7. Następnie zaczynamy powoli przesuwać się do przodu po jednym kroczku i za każdy nagradzamy smakiem. Potem wydłużamy czas chodzenia, za który nagradzamy psa. Na początku dobrze, żeby stopy były na maksa skrzyżowane do środka, psiakowi będzie wtedy wygodnie (nam nie koniecznie :D), ale z czasem będziemy mogli je oddalić.

8. Sztuczkę tę możemy oczywiście modyfikować – chodzić do tyłu, wymachiwać na boki stopami, połączyć chodzenie z kiwaniem głową góra-dół, robieniu kółeczek itd. Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia :D

Mam nadzieję, że w filmik rozwieje budzące się wątpliwości ;) Scenki są ponumerowane zgodnie z tym co było opisane, żeby wszystko było jasne i czytelne. Abi bardzo starała się, żeby wszystko poszło zgodnie z planem co było dla niej wyjątkowo trudne, gdyż sztuczkę zna już od dawna i przy podstawach (wchodzeniu między nogi) za każdym razem korciło ją i zaczynała szukać moich stóp :D Wyglądało to komicznie przyznaje, ale potem w nagrodę mogła wyszaleć w łapkowaniu  ^^

                                                                           KLIK!

Największy problem jest chyba z jej nazwaniem (u nas są to łapki) :D Samą sztuczkę wykonujemy nadzwyczaj często i należy do tych przyjemnych, gdzie nie muszę skupiać się by idealnie wyłapać moment i klikać co do sekundy ;) Pomaga psu fajnie ogarnąć ciałko i pokazuje, że ma cztery łapki, których bez problemu może używać.

A Wasze psiaki już ją opanowały? Jeśli nie to koniecznie łapcie za klikery i do dzieła! 


sobota, 11 kwietnia 2015

Jak zabrać się za sztuczki?

 Ostatni post minął pod tematem obedience (dziękuje za tak miły odzew! Czytając komentarze dosłownie rozpływałam się w morzu radości :D), wiec teraz czas na coś co wypełnia nam coraz krótsze niestety wieczory, czyli SZTUCZKI. To właśnie od nich zaczynałam i dzięki nim wdrążyłam się w psi świat – pewnie z resztą jak spora część z Was :)

Od 3 lat coś tam sobie dłubiemy, wymyślamy nowe sztuczki i trochę się już tego uzbierało :) Pomyślałam, że mogłabym sprzedać Wam parę tricków i opisać pokrótce jak wyglądają nasze sesje klikerowe :D Jednak na początku zacznę od tego co najważniejsze, czyli szukaniu inspiracji. Internet to niezgłębione źródło informacji, niczym studnia bez dna i można czerpać do woli :) Zarzucę tutaj moimi dwoma guru w sztuczkobraniu (mimo, że mam ich multum, to te dwie dziewczęta zasłużyły na wyróżnienie). A mowa tu o Alenie Smolikovej  i Viktorii Obetkovej . Wpadnijcie na ich kanały na YouTubie, bez dwóch zdań jest co oglądać :D


Dla mnie sztuczki to przede wszystkim rozwijanie psiego umysłu, bo ileż to pies musi się nakombinować i  wymęczyć swoje półkule, żeby w końcu dość do celu :) A żeby można było myśleć potrzebne są do tego odpowiednie warunki. I to właśnie pierwszy punkt, często pomijany i nie brany pod uwagę. Oprócz miejsca (przestronnego, gdzie pies czuje się bezpiecznie, pewnie, stabilnie i nikt nie będzie nam przeszkadzał) bardzo ważna jest też pora dnia. Abi zdecydowanie lepiej ćwiczy się wieczorami lub po południu, wtedy jej motywacja osiąga poziom szczytu. Rano zazwyczaj przewraca się na drugi bok i ma w poważaniu co dzieje się dookoła ;) Kiedy chcemy posztuczkować na dworze bierzmy pod uwagę pogodę, czy nie jest za gorąco, a może akurat przeszła burza i nasz pies odmawia współpracy na mokrej trawce ;) Warto wtedy wziąć kocyk, najlepiej ten podgumowany :D Nigdy nie robię też sesji po posiłku, czy akurat kiedy suni robi sobie drzemkę, a ja zdeterminowana zaczynam ją budzić ;) Rozespany pies na sesji… nie to nie jest dobry pomysł :D

Gdy już wiemy kiedy będziemy ćwiczyć, to co tak właściwie będziemy robić? Tutaj drugi punkt – planowanie :) Zawsze przed sesją/treningiem staram się zapisać lub ułożyć w głowie co będziemy ćwiczyć, żeby nie robić potem 5 min. przerw między ćwiczeniami z rozterką ,, co teraz?!’’ Wtedy pies nie wie o co chodzi, my się wkurzamy i wszystko lega w gruzach… Sztuczki zawsze dzielmy na malutkie kawałeczki, które potem złączymy w całość ;) Nie wymagajmy wszystkiego na raz.


Dobrze uznajmy, że spełniliśmy dwa poprzednie punkty i zasiadamy do ćwiczeń :D No i w sumie myślimy w tym samym czasie o sprawdzianie z fizyki, problemach w pracy czy kłótni z koleżanką. To zdecydowanie nie ma sensu. Przed sesją trzeba całkowicie zresetować nasz umysł, a cała uwaga musi być skupiona na czworonogu. Psy doskonale wyczuwają nasze emocje, przed nimi nic się nie ukryje!

No właśnie te emocje… Czasami potrafią zniszczyć całą naszą pracę :/ Odpuśćmy sobie sesje gdy mamy zły humor lub jesteśmy chorzy. Nasz emocje muszą być odpowiednio dopasowane do pracy z psem. Jak możemy na prawdę się cieszyć, kiedy nasze myśli zaprzątnięte są problemami? Musimy być szczerzy w tym co robimy :) Dla mnie bardzo ważne jest motywowanie psa głosem, pochwałami i właśnie emocjami. Wiele psiaków całkowicie się poddaje kiedy usłyszy jedno smutne westchnienie z naszej strony (w tym Abi), dlatego próbujmy cieszyć się jak dzieci z każdego dobrze wykonanego zadania. To samo odnosi się do naszych ruchów. Nie możemy być spięci, ale unikajmy też całkowitego luzu gdzie sami nie wiemy co właściwie robimy ;) Podsumowując nasze emocje do podstawa! Gdy wyciszamy psa my też musimy być spokojni, kiedy chwalimy możemy pozwolić sobie na małą euforię :D


Sesji nie róbmy też codziennie - 3, 4 razy w tygodniu w zupełności wystarczy. To samo tyczy się czasu jej trwania, kilka treściwych minut jest dużo lepsze niż 20, po których nasz pies padnie jak mucha ;) Stawiajmy na niedosyt pracy niż przesyt.

Sztuczki starajmy się też dopasować do psa. Nie wymagajmy od otyłego czworonoga, bez wyrobionych mięśni i podstaw ogarniania ciałka, żeby zaczął chodzić na przednich łapach albo uczyć psa ze wstrętem do wody puszczania w niej bąbelków. Dla niego praca z nami ma być przyjemnością. Nie zniszczmy tego przez nasze chore ambicje.

Kolejne nagradzanie, bez tego ani rusz :D Przede wszystkim musi być mega urozmaicone. Jeśli chodzi o jedzonko to nie używajmy w kółko tego samego. Starajmy się wymyślać cały czas nowe przysmaki (parówki, pieczone ciacha, pasztety, żwacze, gotowe smaki, konserwy, kurczak itd.) Nie nagradzajmy też zawsze podając je z ręki, możemy też rzucać, uciekać z nimi, podrzucać do góry czy rozsypać w trawie. Tyczy się to też zabawek – im więcej tym praca dla psa jest ciekawsza i możemy wzbudzać w nim różne emocje ;) Wyobraźmy sobie, że jesteśmy naszym czworonogiem, co byłoby dla nas ciekawsze - jedna rzucona piłka, czy 10 wypadających spod bluzy? Jasne, że to drugie, dlatego starajmy się być kreatywni i powiększmy nasz psi asortyment :)

Nagradzać musimy też odpowiednio dopasować do wykonywanego zadania. Im trudniejsze zadanie tym fajniejsza nagroda. Dla przykładu sesje zaczynamy od łatwego ćwiczenia, które nagradzamy smakiem. Z kolei na koniec zostawiamy najtrudniejszą rzecz do wykonania i ją nie nagradzamy już tym samym ;) Dużo lepiej jest użyć do tego coś ekstra np.; zabawki czy Konga. To samo tyczy się wykonywanej czynności, gdy chcemy wyciszyć psa użyjmy smakołyka, gdy pobudzić zabawki :) Pamiętajcie wszystkie chwyty dozwolone!


A na koniec jasna komunikacja! Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na obcej planecie i nic nie rozumiemy. Wyraźne słowa i gesty to podstawa. Na każdą sztuczkę miejmy osobne hasło starajmy się ich nie mieszać. Bardzo potrzebne jest też słowo klucz, kończące sesje, żeby psiak mógł zrelaksować się po pracy, bez obawy że za chwilę znowu coś będziemy od niego wymagać :)

To taki mały skrót naszego sztuczkowania, bo mogłabym pisać o tym jeszcze 5 razy tyle. Najważniejsze by być kreatywnym i cały czas zaskakiwać psa, przez co sam będzie domagał się, żebyśmy coś porobili, a to chyba podstawowy cel i najlepsze uczucie dla każdego psiarza :D


Ps: Oczywiście zakupcie klikery! Tyle myśli kotłowało mi się w głowie, że zapomniałam o tym wspomnieć ;)

piątek, 3 kwietnia 2015

Obedience Movie! :D

 Ostatni wpis o poczynaniach obediencowych był lata świetlne temu ;) Zdecydowanie potrzeba zaktualizowania tematu, bo trochę się od tego czasu pozmieniało. Najpierw krótkie podsumowanie, a potem wisienka na torcie, czyli mojej hiper produkcji film :D


W głowie mam tyle myśli, że znowu nie wiem od czego tu zacząć. Może od tego co napawa mnie największą dumą i przy czym rośnie serducho, czyli chodzenie koło nogi :D To zdecydowanie najsilniejszy punkt naszego programu. Oprócz normalnego tępa robimy też powolne (czyli trzeba zrobić jeszcze bieg). Sunia ładnie się pilnuje, chodzi równo, nie skrzywi się na bok i jeszcze pęknie wyciąga łapki.  Tak, tego zdecydowanie potrzeba mi było do pełni szczęścia :D
Zwrot też jest ok. Mamy ten z obieganiem i jeszcze nie było z nim większych problemów, raczej nas nie zawodzi ;)
Zakręt w prawo i lewo to nowy wypracowany element :D W prawo w końcu zaczął wychodzić (przedtem sunia była zbyt daleko nogi), a z tym w lewo miałyśmy dużo większy problem. Chciałam, żeby nie polegało to na przepychaniu się, aż w końcu pies zrozumie, że zmieniamy kierunek. Moim celem był ładne równanie dupką do mojej nogi – to wygląda dużo schludniej :) Wiele pomogło nam odgrzebane, obracanie na misce (przednie łapki na przedmiocie, tylnie na ziemi). Sunia szybko ogarnęła temat i na reszcie mamy pierwsze udane wykonania :D
Zatrzymywanie koło nogi trochę się popsuło. Zaczęłam je robić od nowa, bo nie chciałam, żeby całkowicie legło w gruzach ;) Chodzi mi głównie o to żeby Abi siadała szybciej i zawsze równiutko koło nogi. Myślę, że nie będzie z tym większego problemu.
Dostawianie do nogi na razie najlepsze odkąd pamiętam :D Mamy zwykłe dostawanie kiedy poruszam się w bok, o 90 i 180 stopni oraz co kroczek do przodu. Chciałabym jeszcze dopracować o 360 i w tył :)
Przywołanie to również coś nowego. Przedtem jakoś nie mogłam się przemóc, bo Abi zawsze siadała krzywo albo przede mną, co zawsze kończyło się lekką załamką. Na dzisiaj mogę powiedzieć, że pierwsze próby zostały zakończone powodzeniem :D
Pozycje. Tu ma mieszane uczucia, nie wiem dlaczego, ale raz są idealne, za tydzień średnie, za kolejny fatalne, a potem powtórka z rozrywki ;) Na razie nie jest źle, ale mogłoby być lepiej, bardziej precyzyjne no i muszę w końcu zwiększyć odległość na więcej niż 1,5 metra ^^


Motywacja na zabawki uległa wielkiej poprawie. Abi jest mega najarana i mogę spokojnie wplatać zabawki w trening, bez obawy że zostaną wyplute ;) Teraz to najlepsza nagroda, duużo fajniejsza od zwykłego jedzenia ^^
Robimy też początki do pozycji w marszu ;) Coś już tam wychodzi, ale jeszcze trochę pracy przed nami. Obieganie bardzo się poprawiło i zrobiłyśmy również na lewa stronę (Abi zakodowała sobie w móżdżku, że bieganie na lewą rękę jest czymś nie do końca normalnym i trzeba wtedy wpadać mi pod nogi i tratować pachołki…)
No i aport formalny, czyli NAJWIĘKSZE wyzwanie! Jeszcze 4 miesiące temu, Abi na widok koziołka całkowicie się poddawała, a wzięcie go do pyszczka wywoływało ucieczkę i stanowcze NIE z jej strony. Teraz sunia już umie podawać mi go do ręki, zaczynamy pierwsze próby z podążaniem z nim za mną, robimy wyścigi do koziołka, początki wysyłania do aportu z pozycji równaj  i wprowadziłam też otwartą i zamkniętą rękę ze smakami, która ma sygnalizować kiedy pies robi coś źle i działa cuda, serio :D Tak wiec niemożliwe staje się coraz bardziej możliwe!

No i jak zwykle wałkujemy przeróżne ćwiczonka na motywacje, skupienie, samokontrole, podążanie za mną, zostawanie w rozproszeniach, pilnowanie pozycji itd. Może wydają się mało przydatne i nudne, ale bez nich ani rusz :)

Teraz bez zbędnego przeciągania, zapraszamy do oglądania! 


Ps: takie wpisy, planuje robić co około pół roku, żeby podsumować nasze postępy obikowe :D W kolejnym zawita już do nas kwadrat i mam nadzieje, że będzie dużo bardziej urozmaicony ^^

PPs: Czy tylko ja choruję na brak zdjęć? Przy tej pogodzie każde jest tak samo bure i ponure :(

Tyle mamy miejsca dobiegania :D