piątek, 27 lutego 2015

Z walizką na spacer?

Czy Wy też macie czasem odczucie odrębności od reszty ludzi? Ja na przykład takie odczuwam, kiedy przemierzam ulicę z psem na trening.  Wielki plecak tudzież torba (ale częściej to pierwsze), wypchana po brzegi saszetka i pies koło nogi. No w sumie przyznaje, tu nie wyglądam jeszcze tak źle. Gorzej gdy dotrę na miejsce i zacznę się rozpakowywać. Ostatnio dowiedziałam się, że wygląda to jak mały biwak haha W sumie trafna uwaga :D

Rzeczą niezbędną jest aparat! Muszę w końcu czymś uwiecznić chwilę i nagrać film. Jednym z powodów jest moje nowe, rozkręcające się powoli hobby, czyli składanie filmików ( tutaj też można zaliczyć potrzeby blogowe ;) oraz dziennik treningowy, który zaczęłam prowadzić. Jeśli aparat to i pokrowiec no i statyw oczywiście! On zajmuje już znacząco dużo miejsca w plecaku. Tak oto po spakowaniu tych dwóch rzecz, połowa wolnej przestrzeni zostaje wypełniona ;( Potem następuje szalone składanie, które nie wiem dlaczego sprawia mi ogrom radości i przypływ dziecięcego szczęścia :D

Jak backstage to tylko z telefonu! Dlatego dzisiaj dla odmiany zdjęcia jakości mocno przeciętnej :D 

Jak widzicie nowy Chuckit! jest naszym niezbędnikiem spacerowym :D

Gdy już owa konstrukcja powstanie (wygląda trochę jak potwory z filmu Wojna Światów no zobaczcie sami! KLIK) na światło dzienne wychodzą dodatkowe smaki, czy gryzaki oraz kliker. Wszystko ładuję do saszetki i biorę się za ukazanie światu naszego małego raju ^^ Zabawki, szarpaki, piłki czy frisbee lądują na trawce, a później (trochę mniej przyjemny) aport do obedience. A i ważne info, mop oprócz funkcji szarpaka to też idealny przyrząd do siedzenia! Zależnie od sytuacji czasami zabieram coś do targetowania, wysyłania tudzież inny równie niezbędny sprzęt ;) Mamy też H20 i miseczkę.

Po całym zamieszaniu i psie dreptającym i jeńczącym koło ucha przypominam trochę Samarę z The Ring (tak ciągłe schylanie nie sprzyja mojej prowizorycznej fryzurze, która zakrywa mi cały obraz na świat) yyy przerażająca wersja. Kolejnie następuje zdjęcie warstwy ubrań, które mają mnie grzać podczas późniejszego spaceru – przezorny zawsze ubezpieczony! – gdyż podczas treningu najzwyczajniej w świecie bym się w nich zagotowała ;) Wolę oszczędzić sobie sauny. Oczywiście kurtka, szalik i co tam jeszcze mam leży sobie gdzieś na trawie (tak jak i smycz) o ile nie ma dużego błota… w przeciwnym razie moim wieszakiem jest drzewo :D




Jakby na to nie patrzeć to dosyć niecodzienny widok. A podczas samego treningu kiedy biegam, skaczę i piszczę: ,,Oo taak! No pięknie. Suuuper pies, mój najlepszy. Abusia taka grzeczna, no suuper dziewczynka!!” koło naszego pseudo campingu i jeszcze nagrywana przez potworo-statyw to już w ogóle masakra :P  Niestety nie żartuję, to naprawdę tak wygląda…

A jak to jest u Was? Też jesteście odmieńcami społecznymi czy jednak wolicie się nie wyróżniać ;)

Jako gratis zdjęcie z chillout'u na łące po treningu :D 

piątek, 20 lutego 2015

Wiosenne porządki i moc zakupów! :D

Może zacznijmy od drugiego członu tytułu, czyli ,,mocy zakupów’’ :D Nastał nowy rok a razem z nim nastała moja nagła chęć do powiększenia psiego asortymentu. Dokładnie 5 stycznia, zajrzałam do psiej szuflady w celu zrobienia noworocznych porządków i w sumie pomyślałam, że warto zakupić parę nowych rzeczy, tak na dobry początek 2015 ;) Dobrze wiecie, że czyściutkimi, kolorowymi zabaweczkami bawi się 100 razy lepiej, niż tymi, które zaliczyły niezliczoną ilość prań i szyć :)

Na mojej liście ,,zakupy 2015’’ (tak w tym roku ją sporządziłam), miałam całą masę rzeczy typu must have, na które zabrakło funduszy w roku poprzednim ;) Tak wiec oddałam się mocy zakupów i po spędzeniu x godzin na szperaniu w Internecie i pogłębianiu mojej małej obsesji dotarły do nas takie oto cudeńka :)

- Chuckit! Ultra Tug - mój absolutny fawory, w kwestii tych oczekujących na zakup. Po naczytaniu się ochów i achów na jego temat, stało się oczywistym, że prędzej czy później trafi w moje ręce :D

- JW Pets Hol-EE Cuz Ball – kolejna zabawka, która zachwyciła mnie swoim uroczym wyglądem i ogólnym pomysłem, czyli połączeniem piłki ażurowej, polara i piszczałki. Jak dla mnie duet idealny :)

- Chuckit! Water Skimmer – coś o czym marzyłam już w zeszłym roku. Idealna zabawka do wodnych szaleństw, czyli czegoś co podczas wakacji wypełnia nasz każdy dzień (taki Abi ma fioła na punkcie wody). Udało mi się trafić na promocję na zooplusie i zakupić go trochę taniej. Normalnie kosztuje w granicach 60-70 zł, co moim zdaniem jest lekką przesadą.

- Chuckit! Flying Squirrel – to chyba najdziwniejsza zabawka w naszej kolekcji :D Już teraz mogę zdradzić, że jest fenomenalna! Nie dość, że lata i pływa to jeszcze świeci w ciemność. Jednym zdaniem - totalny odlot :)

- Kong Shakers Dragon – wiem, że nie wszyscy przepadają za pluszowymi zabawkami z Konga, ale ja je uwielbiam. Smok posiada 2 piszczałki i grzechotkę, dodatkowo ma mega przyjemny materiał oraz usztywnianą, gumową część w środku tułowia.

- Kong Wobbler – ostatnio Abi strasznie marudzi w domu, wiec pomyślałam, że może taki gadżet zajmie ją na chwilkę lub dwie :) Wszyscy go polecają, więc i ja postanowiłam spróbować.

- dysk sensoryczny – będzie idealnym uzupełnieniem ćwiczeń na naszym orzeszku.

- mopy i piłki z Decathlonu – najlepsze szarpaki, których nigdy nie za wiele i do tego w wielu ślicznych kolorach ;) A piłki to moje ostatnie odkrycie :D Ostrzegam, że ich trwałość (o ile ona w ogóle istnieje;) pozostawia wiele do życzenia, ale są tak mięciutkie, kolorowe i super się odbijają, że kupuje je w masowych ilościach - nawet jeśli przetrwają tylko 2 spacery. Abi jest w nich totalnie zakochana!

- witaminy – nasze standardowe tabletki, ale teraz poszukuję czegoś nowego. Weterynarz zawsze mówi, że takie witaminy w pełni wystarczą i nie ma się o co bać, ale ja jakoś nie jestem przekonana. Może wy polecicie mi coś fajnego w celu zabezpieczenia stawów? Na razie nie mamy z nimi problemów, ale wolę podawać coś typowo w celu zabezpieczenia, bo nasz tryb życia jest dość intensywny.

- żwacze Rocco i przysmaki Bosch – czyli coś do gryzienia i memlania w wolnych chwilach ;)

Pańcia też postanowiła sobie coś sprezentować. Tak oto zawitała do mnie nowa saszetka na smaki. Cropp - dział męski, polecam!


Czy u was też wszyscy wyczekiwali wiosny? Nie wiem ile razy w tym roku usłyszałam ,,Och… dopiero styczeń? Byle do wiosny!’’ Teraz wreszcie wszystkim tym, którzy narzekali i ślęczeli mi nad uchem całe 2 miesiące, jaka ta zima jest zła i okropna, mogę ogłosić, że nie ma najmniejszej szansy, aby śnieg powrócił. Wiosną nadeszła i to z jaką mocą!

Na trawie pozostały tylko bure resztki, temperatury osiągają szalone 10 stopni, powoli wszystko się roztapia i budzi do życia. Mimo, że spacerki w słońcu, przy świergotaniu ptaszków (tak! O dziwo już słychać pierwszych ptasich wokalistów) są nadzwyczaj przyjemne, to nie sprzyjają rachunkowi za wodę… Mycie goldeniaka 3 razy dziennie jest jednak uciążliwe, przyznaje. Dodatkowo kochany Pan Kret zostawił po sobie 20 kopców wymierzonych idealnie po środku naszego placu do agility czy treningów :/ Zbieranie tej ziemi i doprowadzenie miejsca do porządku swoje zajęło, ale za to nie musimy biegać teraz w błocie :) Ale skoro już wiosna nadeszła postanowiłam nie narzekać i w ramach wiosennych porządków do mycia poszły wszystkie zabawki. Teraz są świeżutkie i można brudzić je od nowa! Sporządziłam też nową organizację psich rzeczy, bo miałyśmy totalny bajzel (aż wstyd się przyznać do takiego nieładu) no i obróżki i smycze zyskały nowe życie. Wreszcie można wyjść na miasto :D

Żegnam moją ukochaną Panią Zimę kilkoma zdjęciami, które jeszcze zalegają na komputerze. Z góry przepraszam, że jeśli leżąc sobie teraz pod kocem i pijąc gorącą herbatkę na nowo przypomną Wam chwile kiedy umieraliście z zimna na spacerach i przedzieraliście się przez śnieżne zaspy ;)






piątek, 13 lutego 2015

TESTING!! Przyjemny, milutki i mięciutki - KONG Cozie Ali :D

 Dzisiaj przedstawimy Wam naszego nowego, zielonego stworka - czyli Konga Cozie Ali :D Czyż nie jest uroczy? Mnie zachwycił już na samych zdjęciach w sieci i koniecznie musiałam go mieć. Szkoda, że w Polsce (jak zwykle :/) nie ma jego szalonych kolegów, których wygląd powala na kolana, no ale cóż krokodylek też może być ;)


Może zacznijmy od samego wyglądu :) Krokodylek - jak na krokodylka przystało – występuje w barwie ciemno zielonej. W sumie mogę powiedzieć, że jest lekko pomieszana z zielenią butelkową, ale myślę że sam kolor nie ma bardzo istotnego znaczenia :) Jedynym elementem, który odróżnia się od reszty jest biały spód paszczy. Z jednej strony dopełnia całego wyglądu, a z drugiej zabawy w błotku nie sprzyjają zachowaniu nieskazitelnej bieli ;) No cóż nie można mieć wszystkiego. Rozmiar też jest idealny, nie za mały nie za duży, a to oznacza, że poręczny i można zabrać go na każdy spacer. Dodatkowo urocze detale - oczka z białymi źrenicami, pofałdowany ryjek i ogonek całkowicie skradły moje serce. To chyba ja mam większą frajdę z tej zabawki niż mój pies :D


Sam krokodylek jest mega mięciutki i przyjemny, ale za razem solidnie wykonany i porządnie zeszyty. Oczywiście psiaki niszczyciele dadzą mu spokojnie rady, bo umówmy się, to jednak swego rodzaju pluszak, a nie przyrząd do zadawania tortur ;) Futerko jest dosyć krótkie – dla mnie to plus, bo mamy mniejsze ryzyko zlepienia się kłaczków – i również niesamowicie przyjemne dla psich ząbków. Jest też dosyć śliskie, więc nie łapie bardzo brudu. Ale niestety przez to nie nasiąka śliną i zbiera się ona na pluszaku tworząc jedną, wielką, obrzydliwą, mokrą i obślizgłą breje :/ To zdecydowany minus, bo przeciąganie się takim pluszakiem do najprzyjemniejszych nie należy. Cozie Ali ma również piszczałkę ukrytą w zadku (o dziwo nie pęka od niej głowa), czyli istny raj i totalna euforia dla piszczomaniaków :D

Coziego mamy już półtora miesiąca. Abi pokochała go ponad życie i to jedna z jej ulubionych zabawek :D Potrafi godzinami gryźć go, memlać, wylizywać, podrzucać (i później się w nim tarzać...) szarpać lub aportować. Do tej pory nic się z nim nie stało, ale trzeba brać też pod uwagę to, że nie był wybitnie mocno eksploatowany. Staram się na każdy trening zabierać inne zabawki, dla urozmaicenia, a mamy ich tyle, że możemy wybierać i przebierać ile tylko chcemy. Fajnym patentem jest też doczepienie do niego długiego sznurka i w ten sposób uzyskamy idealną zabawkę do pogoni :D

Tutaj po kilku spacerach i wyczesaniu sklejonego futerka szczotką :)
 My Coziego jak najbardziej polecamy. Ma swoje zalety jak i wady, ale myślę, że warto mieć  takie cudeńko w psim asortymencie na spacery :D



A może ktoś z Was już go posiada?


Księżniczka ze swoim podopiecznym :)

niedziela, 1 lutego 2015

Psio - kocio - królicze relacje :D

Każdy człowiek potocznie nazywany psiarzem wie jak przebiegają relacje jego czworonoga z innymi :D Zna psie przyjaźnie, psie spięcia lub nieporozumienia, psie zabawy, gonitwy czy bójki. A co się dzieje kiedy  w domu mamy też innych lokatorów typu słodki kotek, uroczy króliczek, ćwierkający wróbelek, a może nawet miniaturową kózkę (kiedyś na pewno u mnie zagości :D Miniaturowe świnki, na które teraz jest szał jakoś do mnie nie przemawiają, ale kózka to jest to!)

Oprócz wszystkim tutaj znanej Abi w moich progach w 2012r. roku zawitała też czarna kotka, o jakże skomplikowanym imieniu Czarna ( tak wiem nie popisałam się ;) oraz w 2011r. króliczka Stefa.  Przy okazji przebywały u nas jeszcze dwa uratowane wróbelki, które po odchowaniu trafiły na wolność :D Obawy jakieś tam były, bo nie wiem czy można jeszcze gorzej dobrać zwierzęta :D Z opowiadań ekspertów wynikałoby, że niewinny króliczek zostanie zjedzony przez kota, a potem kota zje pies. Ale uspokajam! Wszyscy żyją i póki co nie zanosi się na rodzinne zabójstwo ;)


                                                      Pies i kot zabójca

Czarna (jezdyś jakie to imię jest straszne. Trzeba pomyśleć nad zmianą danych :D) to prawdziwa diablica zarówno z wygląda – czysta smoła z kilkoma białymi włoskami na klacie – jak i z charakteru. Ona nie da sobie pogrywać. Jeśli chce położy się na środku łóżka i nie ma że boli, ty masz spać na z boku, ona jest tu księżniczką. Jeśli chce pokaże brzuszek do głaskania, ale spróbuj tylko przesadzić! Od razu do gry wejdą pazurki i twoja ręka będzie przypominać istne pobojowisko. Z łaski swojej pozwoli się wziąć na ręce, jednak po upływie 20 sekund napotkasz jej zabójczy wzrok i już wiesz że to nie przelewki ;) Trzeba odłożyć królewnę na ziemie. Oprócz tego jest mordercą z krwi i kości, dlatego codziennie przed drzwiami mamy nowe ofiary jej zbrodni... Do tych wspaniałych cech dochodzi również wieeelkie łakomstwo ze strony owej damy :D Dziewczyna potrafi co 15 minut wygłaszać swoją symfonie tak, że uszy i głowa pękają, dopóki nie dostanie ukochanej karmy i przy okazji nie przybierze dotykowych kg… Tak wiem, przypomina mały worek treningowy… ale nawet nie wiecie jaka jest szczęśliwa kiedy widzi rękę sięgającą do worka z żarełkiem!


Abi nie ma łatwo z tą kocicą ;) Mimo tego do spięć nie dochodzi. Dziewczyny miski mają koło siebie i żadnego problemu do tej poru nie było, co mnie bardzo cieszy. Nie ma też spin przy wspólnym spaniu na łóżeczku pańci. Oczywiście obie księżniczki mają swoje posłanka, ale co tam na łóżku najlepiej się wysypia! A już w ogóle najlepiej jak się wraca mokrym, oo tak! Wtedy to już jest cacy stuk - stuk :D

Jednak zazwyczaj zwierzaki nie zwracają na siebie uwagi. Każda ma swoje życie i swoje do zrobienia. Jak którejś coś nie pasuje to schodzą sobie z drogi. Czasami śpią słodko koło siebie, czasami kicia liżę Abi po pyszczku, a czasami zasadzi jej bokserski cios w nos tudzież Abi zazdrosna przychodzi i próbuje na siebie zwrócić uwagę, depcząc wszystko dookoła ( tak… w tym również kota ). Różnie to bywa, ale na pewno dziewczyny się lubią. Zawsze towarzyszą sobie na ogródku, czasami coś zmaglują (np. zniszczą grządkę ;) Jednak i tak najbardziej urzeka mnie to kiedy kicia idzie z nami na wieczorny spacer i zachowuje się jak pięknie wyszkolony psiak, podążający za panią nawet mimo szczekających burków z płotem :D


                                                          Pies i królik monster

Stefania ma już prawie 3 lata, wiec z Abi znają się praktycznie od samego początku ;) Przyjechał do nas mały, słodki króliczek. Pan zapewniał, że wyrośnie z niej zwykły krótkowłosy zwierzaczek taki jak te, które hasały wesoło w sklepie… Nie warto było tego słuchać, bo z upływem czasu ze Stefą zaczęło dziać się coś dziwnego. Futro rosło i rosło, tak że królik, królika już nie przypominał. Może jakąś wielką kule albo poduszkę ;) W ruch poszły nożyczki, Stefcia jakoś doszła do siebie, niestety po miesiącu znowu stała się kulą futra. Nie mam pojęcia co to za rasa królika (może ktoś bardziej obeznany nam pomoże?), ale na pewno przyciąga uwagę każdego kto zawita w naszych progach :D Wszyscy pytają się: ,,Co to jest?! Co wy macie w tej klatce? To jest królik, woow? Też chce takiego!” Uwierzcie mi nie, nie chcielibyście… Obcinanie, czesanie i ogarnianie tego stwora daje w kość, no chyba, że ktoś jest króliczym zapaleńcem :D

Tutaj mała Stefcia i to co z niej wyrosło, ale już po wkroczeniu nożyczek :D Oszczędzę Wam zdjęć przed ostrym cięciem
Ogólnie Stefa nie wychodzi za obszar swojej i klatki i wybiegu, więc czasami zapominam, że posiadamy takie zwierzątko ;) Jest spokojna: większość czasu leży, gryzie gałązki, wywraca miskę z jedzeniem… albo nasłuchuje co się dzieje. W cieplejsze dni hasa po podwórku na szeleczkach i smyczy :D Nawet nie chcecie wiedzieć min sąsiadów gdy wyszłam z nią kiedyś przed ogródek haha Dla własnego spokoju wolę już tego nie robić :D Do szczególnie milusińskich nie należy, czułości to nie jej bajka. Woli obczajać swój teren (czyt. klateczkę ;) Aaa  i to co powala totalnie wszystkich, Stefa umie grać w karty :D To znaczy wybiera sobie pojedyncze sztuki z talii, którą daje jej przed nosek i nimi rzuca ;) Tak to całkowity zakres wytężenia jej króliczego móżdżku.

Jeśli chodzi o to jak godzą wspólne bytowanie, to Abi i Stefa baaaardzo się lubią. Czasami sunia leży w jej wybiegu i śpi, króliczka biega po niej, skacze. Zdarza się też, że Abi wyjada jej ziarenka z miski…, a w cieplejsze dni chodzą razem po ogródku. Pamiętam, że na początku Abi się jej bała – woow co to za stwór - ale od razu zdecydowała – o tak, lubię ją!


Tak jak widzicie mimo całkowitych przeciwieństw, da się połączyć mieszankę wybuchową :D Co więcej wyszło z niej coś naprawdę pozytywnego! Nawet kicia toleruję Stefę, czasami przychodzi i patrzy się na nią. Do bliższych kontaktów nie dopuszczamy, każdy wie z jakich powodów ;) Warto nie utożsamiać psa z kocim mordercą, a kota z zabójcą gryzoni i łamać stereotypy (które niestety królują do dzisiaj).

A u Was jak wyglądają zwierzęce relacje?


Kot zabójca...