środa, 31 grudnia 2014

Masa prezentów świątecznych :D


Święta przeminęły tak szybko, że dalej nie mogę uwierzyć, iż dzisiaj sylwester. Przez ten tydzień zrobiłyśmy sobie przerwę od treningów. Wyspacerowałyśmy się za wszystkie czasy, a ja napstrykałam miliony zdjęć pięknej, zimowej, mroźniej scenerii, bo nie wiem jak u Was, ale u nas wreszcie spadł śnieg :D Abi oczywiście codziennie zalicza poranne tarzanko w białym puszku albo konsumuje go (hmm nie ma nic lepszego od zamrożonej wody jeej).  Jedynym minusem są odmrożenia stóp, rąk i nosa podczas spacerów, a suni robią się na łapkach zimowe podkówki ze śniegu ;) Jednak gdyby pominąć te wszystkie niedogodności na dworze jest przepięknie i niepowtarzalnie (bo wiem że za parę dni to wszystko może stopnieć i będę grzęzła w tonie błota). Jako fanka zimy, nakazuje, by cieszyć się nią jak najdłużej, bo to jedyne dni w roku, kiedy możemy porzucać białym, sypkim tworem zwanym śniegiem, zrobić z niego kulki albo przewrócić się na ziemię bez obolałych pleców i siniaków :D
No i dojdźmy do tego na co czekają wszyscy, czyli prezentów!




Mikołajka :D
Karma Husse – postanowiłam zmienić karmę suni i jak los chciał parę dni później napotkałam się na dystrybutora firmy Husse ;) Obsługa jest przemiła, od razu dostałam 3 rodzaje próbek i mimo moich obaw, sunia oszalał za tą karmą :D Zobaczymy jak się będzie sprawować na dalszą metę.

Legowisko Husse – korzystając z promocji (za dwie paki 15 kg worków karmy, legowisko gratis) nabyliśmy jakże potrzebne nowe posłanie :D Stare jest za małe i zużyte. Już od paru miesięcy szukałam nowego legowiska, ale nie dość że nic mi nie pasowało, to od cen zawracało się w głowie. Kiedy kurier przyjechał rozmiar trochę mnie zszokował, bo legowisko przypomina ponton i spokojnie mieszczę się w nim ja, pies, zabawki, kongi czy poduszki :D Teraz Abi ma swoją własną sofę!

Piłka rehabilitacyjna orzeszek – za tą zdobyczą, rozglądałam się już od paru tygodni. Nie mogłam zdecydować się jaki kształt, rozmiar. Ostatecznie padło na orzeszka i mimo tego, że postanowiłam zainwestować w coś ,,lepszego’’ i wytrzymałego, piłka nie przeżyła nawet 30 sekund i została przebita :/ W sumie przewidywałam, że coś takiego może nastąpić, bo jednak Abi swoje waży. Na szczęście udało się dziurę załatać i piłka jest jak nowa. Muszę pomyśleć nad jakimś pokrowcem, żeby ją zabezpieczyć przez pazurkami ;)

Obróżka, smycz i identyfikator Furkidz – uwielbiam tą firmę i całą psią biżuterię zamawiam zawsze u nich :D Teraz zdecydowałam się na szalone, cukierkowe słoniki. Wzór jest przepiękny, a różowy identyfikator dopełnia całości. Bardzo dziękujemy za takie cudeńka!

Kong Cozie Ali - czyli zielony misiu krokodylek z piszczałką :D Bardzo ładnie i solidnie wykonany i do tego piszczy! Już teraz podbił serce suni.

Owca z Trixie – tutaj z jakością jest na pewno gorzej niż u zabawek z Konga ;) Zobaczymy jak długo wytrzymie, bo słyszałam o niej mnóstwo pozytywnych opinii. Największą furorę robię 3 piszczałki i dwie grzechotki w nóżkach :D

Podkładka pod miskę – uwielbiam takie podkładki. Są higieniczne, nie brudzą się szybko - wystarczy je przetrzeć i są jak nowe  Nasza jest zwykła czarna z śmiesznym napisem ,,Have a royal meal”


Uroczyście stwierdzam, że w te święta wyżyłam się prezentowo :D Niestety muszę się przyznać, że mam obsesję na punkcie psich gadżetów, a największego hopla na punkcie zabawek. Abi oczywiście jest zachwycona, ale mój portfel zdecydowanie mniej…

A Wasze psiaki co dostały pod choinkę? 





wtorek, 23 grudnia 2014

TESTING! Porównanie 3 Wubb - Snugga, Wet i Friend Zając :D

Kongi Wubby znają chyba wszyscy. Od rodzajów, kolorów i wzorów może zakręcić się w głowie.  Z jednej strony mamy w czym wybierać, ale z drugiej można się też w tym wszystkim pogubić (tak jak to stało się w moim przypadku):D Ogólnie nie znam osoby, która jest bardziej niezdecydowana ode mnie. Nawet wybór chipsów, czy ciastek wiąże się z pół godzinnym koczowaniem nad regałem i przeglądaniem pułki z strony prawej do lewej. Dopiero zniecierpliwieni ochroniarze wbijający we mnie wzrok zmuszają mnie do ostatecznego wyboru ;D


Czas, który spędziłam w Internecie kiedy zdecydowałam się na pierwszą zabawkę z tej serii, był 5 krotnie dłuższy niż ten, który przeznaczam na wybór chipsów. Czytałam sobie opinie i opisy wszystkich zabaweczek, ale nigdzie nie znalazłam porównania, które rozwiałoby moje wątpliwości (i dzięki któremu zyskałabym 2 dodatkowe godziny wolnego) dlatego postanowiłam stworzyć właśnie taki post J Zaczynając przedstawię Wam rodzaje, które posiadamy: Kong Snugga Wubba, Kong Wubba Friend Zając, Kong Wet Wubba.


Cechą wspólną na pewno jest kształt. Głowa służąca jako swego rodzaju ,,uchwyt’’ dla nas, obszyta materiałem, składająca się z dwóch kuleczek (mniejszej i większej). Nawet nie wiedziałam, że taki właśnie kształt sprawia, że zabawkę trzyma się mega wygodnie, i nawet gdy pies mocno ciągnie nie wyślizguje się z rąk J No i część dolna, czyli luźne 4 luźne frędzle, za które psiak może ciągnąć, łapać, szarpać, podrzucać i co mu się różnego zamarzy. Nie wiem czy Wam też, ale mi to osobiście przypomina ośmiornice :D

Kong Snugga Wubba: to nasza pierwsza zabawka z tej serii. Kolory (czyli pastelowy: niebieski, różowy, fioletowy) są przecudowne i przesłodkie, prawdziwe cukiereczki. Niestety szybko się brudzą, ale mając psa brudasa już się przyzwyczaiłam, że żadna zabawka nie może wyglądać elegancko ;) Jest pokryta flauszem, czyli milutkim i mięciutkim materiałem. Myślę, że zachęci nawet najbardziej wymyślnych, psich klientów :D Nasza jest z nami 10 miesięcy i w sumie mimo kilku urazów, czyli rozerwanego kawałka materiału, w górnej części oraz na dwóch dolnych frędzlach nadal żyje i ma się dobrze :D Oczywiście materiał się posklejał i wybrudził ,ale mi to osobiście nie przeszkadza. Mimo moich obaw, kolor nie wyblakł, a Wubba nie jedną noc spędziła na podwórku lub została wytaplana w błocie tudzież strumyczku ;) Wytrzymałość mogę spokojnie ocenić na +4.



Kong Wubba Friend Zając: do wyboru mamy zajączka, niedźwiadka i liska :D Sam pomysł z zwierzaczkami jest tak uroczy, że nie sposób się powstrzymać od zakupu. W przypadku zająca, którego my posiadamy, cała zabawkę urozmaicają jeszcze wystające uszka :D Lisek również takie posiada, ale są stanowczo krótsze. Materiał imituje prawdziwe futerko. Jest przemiły i bardzo mięciutki, a dodatkowo taka imitacja nakręca psa podczas zabawy, bo wiadomo z czym mu się takie futerko kojarzy :D Wubba posiada również piszczałkę, czyli zdecydowany plus. Zając jest z nami 6 miesięcy i niestety przeżył kilka operacji ;( Urocze uszka mają swoje zalety, ale niestety główną wada jest to że odpadają :/ Jednak po szybkiej interwencji i mocnym szyciu jak na razie są na swoim miejscu i nic się z nimi nie dzieje :D Oprócz tego na jednym frędzlu rozdarł się nam szef. W sumie nie widzę w tym większego problemu, bo materiał się nie szczępi i nie targa, więc samego rozdarcia nawet nie widać J Futerko trochę się posklejało, jednak to raczej normalnie przy litrach śliny, wydzielanych przez moją sunie ;) Piszczałka ma przyjemny dźwięk, nie pęka mi od niej głowa :D I tu kolejny plus, bo nawet po oderwaniu się piszczałki (machając zabawką, słyszę, że lata sobie tam w środku) zając dalej piszczy! Nie pytajnie mnie, nie mam pojęcia jak ;D Ta zabawka to zdecydowany ulubieniec Abi i bawimy się nią najczęściej, dlatego straty jakie poniosła są naprawdę niewielkie. Wytrzymałość to 5 z minusem ;)
























Kong Wet Wubba – czyli istna ośmiornica do wodnych szaleństw :D Sprawdza się doskonale: nie nasiąka bardzo wodą, szybko schnie, unosi się na powierzchni, wiec jest dobrze widoczna J Kolory do wybrania to zielony, żółty i pomarańczowy i wbrew pozorom nie blakną. Nie liczę już ile razy zostawiłam ją mokrą na słońcu (ale znając mnie na pewno bardzo dużo;) i dalej jest jak nowa. Materiał jest dosyć miękki, mimo moim obawom, bo na zdjęciach wyglądał niczym sztywne druty ;) Nie mam pojęcia z czego jest wykonana, nawet nie wiem zbytnio z czym ten materiał porównać, ale uważam, że jest idealny (nie za miękki, ale też nie twardy jak kamień) po prostu w sam raz :D Dołączyła do naszych zbiorów 5 miesięcy temu i jedyne uszkodzenia to wystające nitki i ślady po zębach, czyli nówka sztuka :) To jedna z naszych ulubionych zabawek do wodnych szaleństw, korzystaliśmy z niej całe lato (a z racji z tego, że Abi jest potworem z Loch Ness) korzystaliśmy z niej codziennie przez dwa miesiące i wszystko przetrwała :D Wytrzymałość to piątka z minusem :)
























Myśle, że Kongi Wubby to jedne z najlepszych zabawek. Cenie je zarówno za sam desing (który zachęca psa do zabawy), ale też za wytrzymałość :) Wszystkie mają po około 35cm (rozmiar L) i kosztują w granicach 30-40 zł, więc nie jest źle J

Szczególnie zaskoczyła mnie wytrzymałość tych zabawek, bo bałam się że zostaną rozwalone po pierwszym treningu :) Oczywiście mamy zabawki dużo bardziej wytrzymałe, ale myślę, że skoro wytrzymały ciągnięcie 30 kg bydlęcia, wodę, kałużę, błoto, gryzienie, memlanie, tarzanie lub deptanie to spokojnie można je polecić :)

sobota, 13 grudnia 2014

Filmik jesienny :D! Parę słów o chorobie, świętach i... przyklejaniu liści do drzewa ;)


Czy tylko ja zawsze choruje przed świętami?
U mnie to już chyba odwieczna tradycja, by zawszę równiutko, tydzień przed Bożym Narodzeniem owinąć się w kołdrę i nie wyjść spod niej przez najbliższe kilka dni. W sumie z jednej strony taki stan bardzo mi pasuje, mogę godzinami bezkarnie rozmyślać jakie to prezenty zakupię w tym roku, przeglądać w sieci tysiące stron z zabawkami dla piesów (tak mam na tym punkcie obsesje ;D), pobijać kolejne rekordy w bezsensownych grach, spać ile tylko chce, robić co chce i kiedy chce. Sumienie nie ględzi mi, że czas się pouczyć, czas posprzątać, bo to jest mi zakazane :D Całe moje zadanie polega na tzw. kurowaniu się.

By umilić sobie ten czas i zapełnić nurtującą cisze w domu jak to na święta przystało odpalam sobię świąteczną pleylistę, rozwieszam lampki w pokoju, zapalam świeczki cynamonowe, włączam Kevina (tudzież inny równie świąteczno klimatyczny film), by już zacząć cieszyć się tym jedynym w roku czasem, gdzie wszystko jest kolorowe, miłe, wesołe i który tak niesamowicie szybko ucieka. 

Wszystko ma też i swoje złe strony tak i moja choroba odbija się na Abi. Biedna sunia zmuszona jest do koczowania za oknem i przyglądaniu się jak chodzę zrobić kolejną herbatę, wypić obrzydliwe lekarstwo czy udać się po 10 paczkę cholinexów. To cała filozofia mojego bytowania. A kiedy już to wszystko wykonam, biegnę z powrotem do przytulnego łóżeczka, a Abi wzdycha, bo opuszczają ją nadzieje, że jednak nie uda się pohasać. Wiec mozolnie wdrapuje się razem ze mną na łóżko i pełni rolę grzejnika :D I tak właśnie wczoraj nastał czas, by corocznej tradycji stało się zadość! Wizyta u lekarza, lekarstwo wykupione, łóżko gotowe do pełnienia corocznej funkcji i wzrok Abi która już wie co się szykuje. 


Dziewczynę dosłownie rozpiera energia, wyżywa się na Kongach, wcina gryzaki, przynosi szparpaki i piłeczki. Całe plany na weekend legły w druzach, klikanie zostało zawieszone, bo i tak nic by z niego nie wyszło (Abi doskonale wie kiedy źle się czuje i zazwyczaj całkowicie się wycofuje, wiec nici z wspólnej pracy :/) i w sumie czuje się tak strasznie ograniczona, że już całe to chorowanie nie sprawia mi żadnej przyjemności i błagam żeby się zakończyło. Ale jak to powiedziała moja pani doktor: ,,Świat może i się zmienia i pędzi do przodu, ale ogranizm ludzki cały czas jest taki sam i potrzebuje czasu, bardzo dużo czasu’’. I chociaż najchętniej ubrałbym zimową kurtkę, wzięła psa i poszła na najdłuższy spacer mojego życia to posłusznie wracam do pokoju i siadam przy największym zabijaczu czasu, czyli komputerze ;) To właśnie przy nim spędziłam kilkanaście długich godzin montując filmik.

                                                           FILMIK JESIENNY :D!

Materiałów miałam całą masę, aparat to teraz mój najlepszy przyjaciel i nigdzie się bez niego nie ruszam. Uwielbiam takie filmiki podsumowujące kolejną mijającą porę roku i całą wspólną pracę. Właśnie takie małe arcydzieła najlepiej sprawdzają się w chwilach załamki, kiedy stoi się w miejscu, a wręcz ma się wrażenie, że cofa się w tył i psiak ma nas totalnie gdzieś. Kilka minut, a daje ogromnego, motywującego kopa do dalszej pracy J





 No i ta jesień, z jednej strony taka piękna, kolorowa, ale tak naprawdę dni, który spędzamy z różnobarwnymi liśćmi można policzyć na palcach ;) Nie wiem czy tylko u mnie tak jest, ale co roku postanawiam sobie, zrobić zdjęcia z ciepłym pomarańczowym tłem z tyłu, takie prawdziwe jesienne. Kończy się na rozczarowaniu i smutku, gdy wracam późną porą do domu i nagle zauważam, że jest tak jakoś pusto, patrzę do góry i widzę tylko nagie, pogięte, upiorne gałęzie niczym z jakiegoś horroru. I wtedy to właśnie dochodzi do mnie smutna rzeczywistość, że także i w tym roku ze zdjęć nici. Kiedyś przewodnik na wycieczce opowiadał nam, że podczas kręcenia Narnii (o dziwo jedna ze scen odbywała się w Górach Stołowych) potrzebowano idealnego drzewa. Udało się je znaleźć, ale reżyserowi nie pasował kolor liści, wiec skrupulatnie odrywano te żywe i przyklejano oderwane z innego drzewka :D Kiedyś podczas właśnie takiego corocznego rozczarowania naszła mnie ta myśl, ale spokojnie nie posunęłam się do niej :D Niech kolorowe listki leżą sobie na ziemi, przyklejać ich nie będę.



piątek, 5 grudnia 2014

Jak to jest z tą motywacją? :D

MOTYWACJA

Często wiele psiarzy patrząc na pracę innych z dobrze zmotywowanymi psiakami, ubolewają, że ich tak jakoś wszystko robi powoli, bardziej od niechcenia niż z przyjemności, najważniejsze jest tylko zdobycie smaka. Zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy, że na prawidłową pracę z naszym psem wpływa bardzo dużo czynników. Sam spacer tudzież sesja klikerowa niestety nie wystarczy ;) Oprócz ćwiczenia samych komend/zachowań bardzo ważne są ćwiczenie m.in. na samokontrole, ogarnianie ciałka (czyli bardzo popularne ćwiczenia fitness :D), szybkość, skupianie na sobie uwagi, 
rezygnacja czy wymieniona wcześniej motywacja!



                                      Standardowo motywację możemy podzielić na

                             jedzenie                                                                      zabawki


Zacznijmy może od motywacji na jedzenie J Jeśli prawidłowo ją u psiaka ,,zbudujemy’’ to ćwicząc będzie miał tzw. iskry w oczach. Ćwiczeń jest naprawdę sporo i uwierzcie mi, że z dobrze zmotywowanym psiakiem zyskuje się całkiem inny komfort pracy. My nie musimy się stresować i frustrować, ze nasz pies w połowie treningu uzna, że jesteśmy mało ciekawi, a fajniejsze są zapach dookoła ;) i nawet mimo naszych wesołych nawoływań, okrzyków i podskoków ma nas w nosie.

- rzucanie smakołyków w różnych kierunkach ( czyli rzucamy w prawo, gdy psiak znajdzie, możemy podbiec w przeciwnym kierunku, rzucić smaka w lewo i zacząć od początku i od początku i jeszcze raz od początku :D Oczywiście z umiarem!)

- uciekanie z nagrodą ( czyli, zostawiamy psa, oddalamy się potem zwalniamy go i zaczynamy szaloną ucieczkę z okrzykami J To również rozbudowuję szybkość u psa i przydaję się do nauki przywoływania)

- skupianie ( w zamian za skupienie na nas nagroda)

- aktywne wyjadanie z ręki ( psiak wyjada smaki z ręki, kiedy my oddalamy się od niego najpierw powoli, a potem można też podbiegać)

- przytrzymywanie za obróżkę (przytrzymując psa, pokazujemy mu smaki w dłoni przed nami, gdy pies je zauważy i będzie chciał się do nich dostać lekko napinając obróżkę, zwalniamy go)

- podążanie za przewodnikiem ( psiak idzie za nami gdy oddalamy się tyłem, w zamian za to zachowanie dostaje smaki)

- wyrzucanie smaków w powietrze

- wyścig do miski ze smakołykami

Oczywiście przy tych wszystkich ćwiczeniach odpowiednio motywujemy psa głosem i naszymi emocjami J Potem psiak zacznie kojarzyć to z czymś przyjemnym i doskonale sprawdzi się nagrodzie socjalnej ;) Świetnie sprawdza się też wycofanie miski tzw: ,,spalanie miski’’ oraz naprzemienne łączenie tych wszystkich ćwiczeń.




Motywacje na zabawki. U nas był nie lada problem, gdyż Abi zabawki lubiła, ale po minucie szarpania wypluwała je i zaczynała jeść trawę, udając że jest krową :D To było ciężkie do przepracowania, ale kiedy zaczęłam ćwiczyć motywację, najpierw 20 sekundowe sesje, potem coraz dłuższe i po miesiącach pracy udało się. Teraz Abi da się pokroić za wszystkie zabaweczki :D Jednak najważniejsze jest żeby kończyć kiedy psiak jest najbardziej nakręcony tak by miał niedosyt. Potem sesje można powoli wydłużać, najważniejsze żeby nie kończyć gdy psiakowi się znudzi i ma już dość ;)

- pogoń za zabawką ( czyli my uciekamy, z wyciągniętą zabawką w ręku, a psiak nas goni)

- wyścig do zabawki ( zostawiamy psa, odkładamy zabawkę na trawę i zaczynamy wyścig :D)

- przytrzymywanie za obróżkę ( wyrzucamy zabawkę, gdy psiak napnie obróżkę i chce zdobyć zdobycz zwalniamy go)

- skradanie się ( mamy zabawkę w dłoni, skradamy się z nią, wykonujemy powolne ruchy i nagle wydajemy hasło ok, zwalniając zabawkę :D wiem to może wyglądać śmiesznie)

- naprzemienne zostawianie zabawki i szarpanie się, zabawa nią

- bawienie się różnymi zabawkami ( ma to na celu, by pies nie wybierał zabawki, a aktywność z nami J Ma mu zależeć na zabawie z nami, a nie na konkretnej zabawce, gdyż psy niektóry preferują bardziej)

- inna wersja aportu (wyrzucamy zabawkę, gdy psiak chwyci ją i zaczynie wracać wyciągamy drugą i zaczynamy uciekać)

- ciągniecie zabawki po ziemi


Fajnym sposobem jest bawienie się zabawkami na długich linkach, gdyż to bardziej pobudza psa oraz wybieranie na początek miękkich zabawek J Ważną jest też wymiana między zabawkami oraz balans pomiędzy jedzeniem a zabawą. Pies powinien płynnie przechodzić z jednego na drugie. Czyli najpierw ćw. Na jedzenie potem zabawa następnie skupienie i znowu zabawa, można łączyć ćwiczenia dowolnie :D No i dajmy psu wygrać! Nie odbierajmy mu zabawki za każdym razem, niech też się ucieszy J

No i w końcu o co chodzi z tym przytrzymywaniem obróżki? Może się wydawać, że w ten sposób uczymy psa ciągnąć, ale przytrzymując psa, on - jak wskazuje mu instynkt - będzie dużo bardziej dążyć to rzeczy pozornie ,,zakazanej’’. Gdy wyrzucimy zabawkę i przytrzymamy go on pomyśli sobie – to jest moja zabawka, czemu ona mnie trzyma, trzeba ją zdobyć :D Ktoś może nam też psa przytrzymać, a my będziemy uciekać , to też super się sprawdza. Potem pies będzie wiedział, że gdy przytrzymamy go za obróżkę oznacza to jakąś zabawę, wiec będzie się ekscytował, co potem świetnie sprawdza się przy aporcie formalnym. Psiak nawet nie lubiąc twardego koziołka będzie się cieszył i lepiej podejmie aport, bo skojarzy to z mięciutką zabaweczką i oczywiście zwiększa to też szybkość i psa J Wiec również prędkość ulegnie dwukrotnemu zwiększeniu ;D Same plusy!

Życzę owocnej pracy w motywowaniu waszych psiaków, ćwiczeń macie pod dostatkiem :D